piątek, 12 lipca 2013

Rozdział 3

Mrrr... Cudowny widok, taki seksowny. Stoi przede mną dwóch przystojniaków w szkolnych mundurkach. Szare spodnie, taka sama marynarka, która w tej chwili jest zdjęta, Biała koszula na krótki rękaw i błękitny krawat. Ach i ja mam udawać, że to mój kuzyn i kuzyn Noriko? Przynajmniej będę mogła się z jednym zabawić. Ale bez skojarzeń! Chcę po prostu rozerwać się w szkole. Oh! Dzwonek na lekcje.
- Dobra, epickie spóźnienie mamy załatwione, więc będzie wielkie wejście. - wyszczerzyłam się w ich stronę.
- Nigdy nie odpuszczasz, prawda? Ech, te mundurki są irytujące.
- Sasori przesadzasz. - wydęłam wargi - A teraz chodźmy! Za długa nieobecność nie robi już takiego wrażenia.
Raźnym krokiem ruszyliśmy w kierunku sali 103. Oczywiście zwykłe wejście nie jest w moim stylu. Potężnym kopniakiem wyważyłam drzwi.
- Ohayo! Przyprowadziłam nowych uczniów!
Weszłam do klasy z szerokim uśmiechem i rękami założonymi za głowę. Wszyscy gapili się na mnie z przerażeniem. No może z wyjątkiem Noriko, której wyraz twarzy mówił "Nie mogłaś normalnie?" i pana Ternackiego i jego "Serio? Teraz będę musiał ich uspokajać.". Ach, kocham to uczucie. Machnęłam ręką w stronę drzwi i do klasy weszli Deidara i Sasori. Dziewczyny momentalnie się opamiętały i zaczęły tęsknie wzdychać w ich stronę. Chłopy patrzyli podejrzanie na blondyna. Czyżby wahali się co do jego płci? Hah nie dam mu przez to żyć. Zajęłam swoje miejsce w ostatniej ławce przy mojej senpai. Pokręciła tylko głową i uśmiechnęła się pod nosem.
- Dobra zamknąć się! - głos nauczyciela sprowadził wszystkich na ziemie.
Ale gdyby tak... - zaczęła jakaś dziewczyna lecz nie dane jej było skończyć.
- Gdyby babcia miała wąsy byłaby dziadkiem. - ten standardowy tekst... - Przedstawcie się i znajdzie miejsca.
Akasuna no Sasori. Miło mi. - mówiąc to przeczesał włosy ręką.
Stary trik, ale nawet na mnie zrobił wrażenie. Taki sexi. Więc jednak Sasori lubi się czasem zabawić i to nie tylko z naszym blondynem. Choć chyba powinnam powiedzieć jego blondynem. Swój chłop!
- Jestem Deidara. - mrugnął do dziewczyn i zarzucił włosami.
Oj chyba nie chce być gorszy, nawet mu to wyszło. Ale płeć brzydka chyba się już zorientowała, że jest facetem. Zdaje mi się, czy wyglądają na zawiedzionych? Ach Dei, nie dam ci żyć. Zajęli ostatnią ławkę przy oknie, a towarzyszyły im przy tym szepty z każdej strony. Jestem pewna, że będą rozchwytywani. Na samo myśl o tym zachciało mi się śmiać. Witajcie w prawdziwym świecie! A teraz już tylko półgodzinne biadolenie. W sumie i tak nigdy nie słuchałam. Wyjęłam najnowszy tomik "Full Metal Alchemist" i zagłębiłam się w lekturze. Wiedziałam, że wszyscy gapią się na mnie z zazdrością. Robiłam to na każdej lekcji, a nauczyciele mi nie przerywali. Znałam powód, wszyscy znali. Ci tchórze się mnie bali. Tak, tak, nawet nauczyciele trzęśli portkami na mój widok. Jedynie dwie osoby traktował mnie jako tako normalnie. Noriko to oczywisty przykład. Mieszkamy razem, a zresztą to jej obowiązek jako przewodniczącej klasy, aby trzymać mnie w ryzach. Zgadza się, moja słodziutka jest szefem tej bandy zwanej potocznie klasą. Kolejnym przypadkiem, który wszystkich zaskoczył jest nasz wychowawca. Ternacki to w sumie spoko gość. Można z nim pogadać, czasem nawet się pośmiać. Jednak jest twardy, ciężko na nim cokolwiek wymusić. Jak on może mi to robić? Egoista. Trzeba go będzie porządnie nastraszyć. Ach, niech wreszcie zadzwoni ten dzwonek! Dryń!!! Dźwięk niebios! Jednak za dziesięć minut rozbrzmi dźwięk piekieł oznajmiający rozpoczęcie matmy. Najwyżej znowu poczytam. Ale teraz trzeba zachować chwilę powagi.
- Janek ma sprawę! - zawołałam na całą klasę i ściągnęłam na siebie wzrok pozostałych tu ludzi.
- Mówiłem ci żebyś nie nazywała mnie tak w szkole. Tu jestem dla ciebie panem Ternackim. - patrzył na mnie wątpliwie.
- Tak wiem. Chodzi o książki dla naszych nowych uczniów.
- Rozmawiałem z dyrektorem i powiedział, że szkoła wszystko sponsoruje. Swoją drogą gdzie oni poszli?
- Są z Noriko, pewnie pod klasą.
- Rozumiem. Możesz już do nich iść i nie zawracać mi głowy. - ileż niechęci w tym było!
- Czuję się dotknięta. Jednak spełnię twe żądanie.
Pociągając nosem ruszyłam w stronę moich towarzyszy. Szkoda tylko, że nikt nie uwierzy w tę sztuczkę. Największa psychopatka w szkole płacze? Niemożliwe! Zauważyłam, że jakieś dwie dziewczyny przystawiają się do moich chłopców. Podeszłam bliżej żeby podsłuchać (o ja niedobra xD dop. autorki). 
- Musicie na nią uważać. Nie zbliżajcie się do niej, jest niebezpieczna.
- Kto jest niebezpieczny? - krzyknęły na mój widok.
- Ten, no. Przepraszam! - cóż za prędkość.
Wzruszyłam ramionami i weszłam do klasy. Zajęłam miejsce przy oknie, oczywiście na samym końcu. Podziwiałam syf na zewnątrz, kiedy usłyszałam zbliżające się kroki.
- Hi-ka-ri-chan! - bombowy blondyn zarzucił mi od tyłu ręce na szyje i oparł głowę na moim ramieniu.
Wszyscy obecni zamarli. Dało się słyszeć szepty w stylu: "fajny był", "już nie żyje", "a przecież go ostrzegałam". Uśmiechnęłam się pod nosem. Obróciłam głowę w jego stronę i cmoknęłam w policzek.
- Dei, słońce, nie rób tego, bo Sasori będzie zazdrosny.
- Nie wiem z jakiego niby powodu. - westchnął, ale mnie puścił.
Dookoła panowała grobowa cisza, a po chwili rozległy się krzyki.
- Aaa! Apokalipsa!
- To koniec! Świat zwariował!
- Demon nie zabił!
Łapali się za głowy, biegali w kółko, uciekali z klasy. Zaczęłam się psychicznie śmiać. Deidara kręcił rozbawiony głową, Noriko, która właśnie weszła z czerwonowłosym patrzyła na mnie z żalem, a Sasori odezwał się:
- Więc nawet w szkole nie odpuszczasz?
- Ja nigdy nie odpuszczam. - wyszczerz. - Ale powinniście być mi wdzięczni. Teraz będziecie mieli spokój, a przynajmniej nikt nie będzie się was czepiał.
- Phy! Myślisz, że nie dałbym rady z bandą narwańców bez mocy i doświadczenia? - czerwony się irytuje.
- Ależ jak mogłabym tak sądzić? Jesteś przecież Akasuna no Sasori, Czerwony Skorpion, Mistrz Marionetek! Chciałam jedynie abyście nie musieli się martwić takimi sprawami. - posłałam mu całusa.
- Sasori powinieneś być wdzięczny. Hikari bardzo nam ulżyła (bez skojarzeń zboczeńcy :D dop. autorki). - ach słowa Dei'a mnie wzruszyły.
Chciał coś odpowiedzieć, ale w tej chwili zadzwonił dzwonek i trzeba było zająć miejsca. Uzbrojona w mangę całkowicie się odłączyłam od otaczającego mnie świata. Jak zwykle w takich chwilach nie zauważyłam kiedy minęła cała lekcja. Ocknęłam się dopiero gdy Noriko szturchnęła mnie łokciem.
- Hikari, obudź się. Znowu się wyłączyłaś.
- Taa, zaczytałam się. - ziewnęłam zmęczona.
- Muszę iść do sekretariatu, więc bez bójek dojdź do następnej klasy.
- Hai, hai. Uważaj na siebie słońce. - uśmiechnęłam się szeroko.
Wyszłam z sali i udałam się na drugi koniec szkoły. To wredne, wszystkie lekcje powinniśmy mieć na jednym piętrze. Ale cóż mogę poradzić? Nie, w sumie mogłabym "pogadać" z dyrem. Jednak to byłoby kłopotliwe. Szłam swobodnie korytarzem. Nie musiałam się martwić, że na kogoś wpadnę. Wszyscy schodzili mi z drogi bez gadania. Zauważyłam, że pewna grupka nie ma zamiaru się usunąć. Ho, naćpali się i myślą, że są niezniszczalni? Podniosłam wzrok i... wybuchłam głośnym śmiechem.
- Teraz wyglądacie nawet gorzej niż w momencie gdy przyjechała karetka! Ha, ha, ha!
Przede mną stała Piątka Idiotów nazywających siebie Wielką Piątką. Nie wiem, z której strony są niby tacy wielcy. Właśnie dlatego są dla mnie piątką, ale idiotów. Mój śmiech słyszała chyba cała szkoła. Ale co mogłam na to poradzić? Ich nowe "fryzury" były po prostu zabójcze. Chyba zostanę zawodową fryzjerką. No bo kto inny potrafi przy pomocy noża stworzyć irokeza? Trochę krzywy i zakrwawiony, ale zawsze. Nierówna łysina też nie jest najgorsza. Tu i ówdzie zostały jeszcze kępki włosów, ale tworzy to tylko artystyczny nieład. Naprawdę jestem genialną fryzjerką. Ten 10-centymetrowy nóż zdziałał w moich rękach cuda. Hah!
- Eee... Hikari wychowawca cię wzywa. - stała za mną drobna brunetka trzęsąca się ze strachu.
Spojrzałam na nią wzrokiem mówiący "Nieee chce mi się, wolę kogoś bardzo poważnie pobić".
- Przepraszam! Już znikam! - rzeczywiście zniknęła.
Wzruszyłam z westchnieniem ramionami, posłałam rozbawione spojrzenie Piątce Idiotów i skierowałam się w stronę klasy.
- Te psychopatka! Czekaj no! - rozległy się krzyki za moimi plecami.
Byłam już i tak wkurzona tym, że Ternak mnie wzywa, a teraz jeszcze ci się drą.
- Morda! - wrzasnęłam i potężnym kopniakiem wbiłam wszystkich w ścianę.
Widownia całkowicie zamilkła. Dało się słyszeć tylko pojedynczy szept "Straszna". Wiem kurwa - pomyślałam. Byłam naprawdę wkurzona. Zwykle takie rzeczy aż tak mnie nie ruszały. No tak. Niedługo będę się wykrwawiać. Cholera! Tydzień męki. Niech lepiej mi nie wchodzą w drogę, bo wszystkich wyjebię na tamten świat. Pierdolnę ich tak mocno, że nawet nie zauważą kiedy zdechną. Noż kurwa! Wlazłam do sali 103 z wyraźną chęcią wybicia wszystkich tu obecnych. No, może Sasori i Deidara przetrwają. Dobre yaoi nie jest złe. Chyba wyczuli, możliwe, że nawet zobaczyli otaczającą mnie aurę. Powciskali się w najciaśniejsze kąty, byle się do mnie nie zbliżać.
- Hikari chodzi o pobicie Piątki Idio... ykhm, piątki uczniów. - Ternacki spojrzał na mnie wzrokiem skazańca, który musi tłumaczyć generałowi, że jest debilem.
- Tym idiotom się należało, więc nawet mnie nie wkurwiajcie mówiąc, że mam ich przeprosić, czy ponieść karę. To nic niewarte gówna, które powinny zniknąć z tego świata, a ja bardzo chętnie im w tym pomogę. I nie będzie to łagodna śmierć, a prawdziwa katorga. Uzbroję się w moje najostrzejsze narzędzia i powoli, bardzo powoli będę ich zabijać. Najpierw dużym nożem rozetnę im brzuch. Pogrzebię tam, a flaki zawinę na moją katanę. Metalowymi pazurami podrapię im całą twarz i oderwę język. Kosą z trzema ostrzami poodcinam im po kolei wszystkie kończyny, a następnie przypalę to co zostało, aby się za szybko nie wykrwawili. Słuchając ich jęków i rozkoszując się ich bólem użyłabym łyżki, aby wydłubać im oczy. Na sam koniec oblałabym ich kwasem, który zabrałabym z szkolnego laboratorium. Śmiałabym się tak głośno, że obudziłabym nawet trupy na cmentarzu w Gdańsku. Jeśli jeszcze będą żyli wepchnę im ich flaki do gardła, aby powoli się nimi udusili. Bardzo szczęśliwa, cała w ich krwi zapaliłabym ich ciała i zatańczyła wokół płomieni.
Gapili się na mnie jak na potwora, którym przecież byłam. Nawet Ternak wyglądał na przerażonego i zaskoczonego. Sasori i Deidara trzymali się bardzo mocno chroniąc się nawzajem, a kilka innych osób miało odruchy wymiotne. W tym momencie do klasy weszła wkurzona Noriko. No tak, miała iść do sekretariatu, więc pewnie już wie. Nie chce mi się słuchać teraz jej wrzasków. Prychnęłam głośno i skierowałam się w stronę okna. Byliśmy na pierwszym piętrze, ale kogo to obchodzi? Stając na parapecie rzuciłam tylko:
- Mam to w dupie.
I w tym momencie skoczyłam. Rozległ się krzyk i zobaczyłam jak podbiegają do okna i wyglądają na zewnątrz. Naprawdę są na tyle głupi by sądzić, że coś takiego mi zaszkodzi? Spadając złapałam się gałęzi dębu rosnącego przy samym budynku. Zrobiłam fikołka i elegancko wylądowałam na ziemi. Zarzucając włosami ruszyłam przed siebie.

********************

Wkurwiona szłam szkolnym korytarzem. Rozumiem. Jestem przewodniczącą klasy i przyjaciółką Hikari, ale dlaczego do chuja mam odpowiadać za to, co odpierdala. Właśnie miałam pogadankę z dyrektorem o tym, co moja przyjaciółka zrobiła tej piątce idiotów. Może w duszy krzyczałam, że im się to należało, ale oczywiście zgrywałam dobrą uczennicę by ani mi ani blondynce nie dostało się po dupie. Emanując złą energią otworzyłam drzwi do sali, w której aktualnie mieliśmy lekcje. 
- Hikari… - warknęłam i przeszyłam klasę moim spojrzeniem.
Atmosfera zbyt lekka to nie była.
- Mam to w dupie – usłyszałam, po czym zobaczyłam jak Hikari wyskakuje przez okno.
Wszyscy dobiegli do parapetów, by zobaczyć czy dziewczyna została krwawą plama na betonie. Ale oczywiście tak stać by się nie mogło. Wyćwiczonym ruchem Hikari złapała się gałęzi rosnącego niżej drzewa i dając niezły pokaz akrobatyki wylądowała bezpiecznie na ziemi.
- Mam nadzieję, że moja nieobecność zostanie teraz usprawiedliwiona​, bo tak jakby mam coś do załatwienia – uśmiechnęłam się do nauczyciela, po czym ze wzrokiem bazyliszka ruszyłam w pogoń za blondwłosą, obecnie wkurwioną psychopatką.
Wyszłam po za teren szkoły i poszukałam w tłumie znaną mi dobrze czuprynę. Nie było to trudne, bo ludzie rozchodzili się przednią na dwie strony. Takie tam środki bezpieczeństwa. Zaczęłam biec starając się z zaskoczenia złapać Hikari. Niestety skubana się skapnęła, więc urządziłam jej prawdziwą pogoń po naszym mieście. Skręciłam w kolejną z uliczek i… Zaraz… Czy ja widziałam przed chwilą Itachi'ego? Nie ważne. Jak na razie miałam ważniejszą rzecz na głowie. Hikari zdążyła schować się za drzwiami naszego mieszkania. Otworzyłam je i trzasnęłam.
- Czy ja, kurwa, zawsze muszę nadstawiać za ciebie karku?
- Nic mnie to nie obchodzi. Zrobiłam, co zrobiłam, gówno ci do tego!
- Tak myślisz?! Zostałam wezwana przez dyrekcję dowiedziałam się, co zrobiłaś tym debilom od siedmiu boleści! I mówisz, że to na pewno nie moja sprawa? Bo wszyscy stwierdzili, co innego!
- Nie moja wina, że trują ci dupę, bo mnie się za bardzo boją!
- A hamować to się nie możesz?!
- Dla twojej wiadomości nie! – zdyszane i mocno wnerwione gapiłyśmy się na siebie z chęcią mordu.
- Emm? Spokój? – gdzieś z boku dobiegł nas czyjś niepewny głos.
Spojrzałyśmy jednocześnie w tamtą stronę. Z otwartymi gębami patrzyli się na nas Pain, Hidan, Konan, Kakuzu, Kisame i Tobi. Z tego, co zdążyłam ogarnąć odezwał się prawdopodobnie rudowłosy. Ta… Takie kłótnie tylko w naszym domu. Fuknęłyśmy na siebie z blondynką i każda poszła do swojego pokoju. Oczywiście zostawiając Akatsuki stojące w przedpokoju. Jezus! Czy ja zawsze muszę zachowywać się jak matka Hikari?! Dlaczego wszyscy zwalają na mnie opiekę nad tą psychopatką?! Może i znamy się od dziecka, ale to nie ja jestem od tego by prowadzić ją za rączkę. Nie ważne, co się stanie to ja muszę tłumaczyć tego tłumoka z jego zachowania. A ona w tym czasie wkurwia się na cały świat i dalej coś odpierdala. I czy kiedykolwiek usłyszałam słowa podziękowania, że uratowałam ją przed kolejnymi konsekwencjami?!​ Nie! Królowa nigdy mi nie podziękuje. Nawet w snach. Bo jest „zbyt dumna”. Kurwa. Panie premierze, jak żyć? Szczególnie, jeśli pod dachem trzymasz psychopatę… A od niedawna kilku psychopatów. Niedługo to chyba ja wyląduje w psychiatryku ubrana w biały kaftanik bezpieczeństwa. Jupi… Kurwa… Opadłam z bezsilności na łóżku. Jeszcze trochę a zacznę płakać nad swym marnym żywotem. A nie sorki. Żywot nie taki marny. W końcu zaraz za ścianą mam Akatsuki. Mru… Przetarłam twarz dłońmi. Na oślep poszukałam moich słuchawek, leżących na szafce. Włożyłam je do uszu i odtworzyłam jakiś japoński utworek. Zamknęła oczy i zaczęłam poruszać palcami w rytm piosenki. Tylko ja, spokój i muzyka. Takie piękne, że aż nieprawdopodobne​. Nawet nie zauważyłam, gdy minęła któraś tam z kolei melodia, a ja powoli zaczęłam przysypiać. Nagle poczułam na ramieniu dotyk. Instynkt przetrwania wygrał z rozumem i wycelowałam prawy sierpowy w przeciwnika. Niestety z łatwością został zatrzymany. Spojrzałam na mojego niedoszłego przeciwnika. Nonszalancko zwisał nade mną Itachi. O matko… Z bliska jest jeszcze bardziej przystojny… Czarnowłosy wyprostował się i spojrzał na mnie. 
- Przeszło?
- Może – odpowiedziałam wymijająco. – Hikari jak? – zapytałam.
Nawet, gdy jestem wkurwiona muszę się o tego debila martwić!
- Już nadaje się do przebywania z ludźmi. Chociaż trzeba przyznać, że może to być stan chwilowy. Stwierdziła, że ma „te dni” i beż kija do niej nie podchodzić.
- To wszystko wyjaśnia – westchnęłam. – Dajcie mi dziesięć minut, zaraz przyjdę, raczej się nie pozabijamy – wstałam z łóżka i podeszłam do szafy.
Itachi uśmiechną się i odwrócił, a ja gapiłam się na jego plecy. Jego uśmiech jest niesamowity… Mężczyzna wyszedł z mojego pokoju, a ja dotknęłam policzków czując, że się rumienię. Coś mi się zdaje, że niedługo zrobi się ciekawie. Przebrałam się w zwykłe jeansy i czarny top. Zaplotłam kręcone, jasnobrązowe włosy w luźny warkocz i przeszłam do salonu. Spojrzałam na Hikari, a ona spojrzała na mnie.
- Mogłaś przynajmniej przefarbować im włosy na jakieś oczojebne kolorki. Fryzura była by ciekawsza – uśmiechnęłam się.
- Nie miałam przy sobie farby. Nie byłam przygotowana na bawienie się w fryzjera – oznajmiła.
Obie wybuchłyśmy śmiechem. Reszta gapiła się na nas jak na nienormalne (co wcale nie mijało się z prawdą). Naszą chwilę rozbawienia postanowił przerwać Pain. 
- Noriko? Mogłabyś zamówić chińszczyznę? Bo Hikari stwierdziła, że od niej, nie wiem czemu, nie przyjmą zamówienia.
- Jasne – wykręciłam odpowiedni numer i złożyłam zamówienie na dwanaście kubeczków curry z makaronem. – A jak poszło zdobywanie pracy?
- Całkiem nieźle – odpowiedział Hidan. – Znalazłem sobie niezłą fuchę, jako barman – uśmiechną się prowokująco do Hikari. – I może udami się was wcisną do baru, mimo iż pełnoletnie nie jesteście – próbował się przysunąć do blondynki, ale ta w stylu rozzłoszczonej tygrysicy nie dała się dotknąć.
Powiedzmy szczerze. Hikari podczas okresu to prawdziwa reinkarnacja tyranozaura. Bry…
- Mi udało się znaleźć pracę jako sekretarka, Pain dzięki sfałszowanym dokumentom został policjantem (fałszerstwo rlz), Kakuzu ma niezłą posadę w banku, Kisame został ratownikiem na pobliskim basenie... A ty Itachi?
- Hym? - Itachi... O czym ty tak rozmyślasz. - Zatrudnili mnie w bibliotece.
- A więc od teraz zarabiacie na siebie - przynajmniej jedna rzecz z głowy. Nie wykarmiłabym tylu ludzi z kasy przesyłanej mnie i Hikari przez rodziców. A oni nastawieni są na utrzymanie dwóch osób. Nie dwunastu.
Zadowolona poszłam do kuchni i otworzyłam zamrażalnik. Wyciągnęłam duże opakowanie lodów i zaniosłam je do salonu. Hikari spojrzała na mnie z uwielbieniem i otworzyła lody. No tak... Nikomu nie pozwalam dobrać się do swoich lodów. Kara spotka tego kto się do nich dobierze. Nałożyłam każdemu po kawałku, samej nakładając sobie największy i zamykając się w swoim słodkim świecie rozkoszowałam się czekoladowym smakiem.
- Co jej jest? - Sasori spojrzał na mnie unosząc brwi.
- To stan jej lodowego uwielbienia. Zwykły śmiertelnik nie zrozumie - powiedziała blondwłosa psychopatka i wsadziła sobie czubatą łyżeczkę lodów.
Opróżniłam swój pucharek i rozwaliłam się na kanapie. Spojrzałam na Hikari siedzącą jak zwykle na kolanach Hidan'a. Hymm. Szybko się ustatkowała skubana. O ile ten związek nie ulegnie autodestrukcji to zapowiada się niezły romans. Parsknęłam śmiechem. Wszyscy przyjrzeli mi się dokładnie.
- Noriko, ty to się dobrze czujesz?
- Emm, tak? A co?
- Nic, nic - uniosłam brew i założyłam ręce za głowę.
Zignorowałam mamrotanie o lodach, cukrze i czymś tam jeszcze. Zamknęłam oczy. Męczący poniedziałek. I to bardziej niż wszystkie inne. Głową poleciała mi gdzieś na bok opadając na prawdopodobnie czyjeś ramię. Ups. Chyba Hikari będzie musiała jednak odebrać jedzonko. Biedny dostawca. Uśmiechnęłam się. Kraina snów zatrzasnęła na mnie swoje puchate łapki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz