poniedziałek, 29 lipca 2013

Rozdział 5

Byłabym poważnie zdziwiona, gdyby podczas jazdy nic się nie stało. Na szczęście nie musiałam się tym martwić. Pomijając gapiów, których zamurowało na nasz widok na dobre kilka minut, zabawa zaczęła się równo ze startem.
- Tobi musi siusiu!
- Kurwa, dopiero ruszyliśmy! - wydarł się Pain.
- Tobi zaraz nie wytrzyma! - krzyczał dalej młody.
- Ja pierdolę, Pain zatrzymaj się, bo będzie źle! - dołączyłam się.
- Wiem! Ale nie ma miejsca!
- Zróbcie coś, bo was zajebię jak będę musiał płacić za sprzątanie! - nie wytrzymał Kakuzu.
Wrzask, krzyk i płacz panowały w całym pojeździe.
- Kurwa! - wydarł się lider i ostro skręcił.
Coś głośno łupnęło w okno od strony zamaskowanego krzykacza.
- Aaa! Trup!
- Już kogoś zabiłeś!? - ryknęła Konan.
- Przymknijcie gęby, kurwa! Jeszcze żyję! - odezwał się nasz "trup".
- Kisame! Czemu do chuja zwisasz z dachu!? - tym razem krzyczał Hidan.
- Spytaj tego rudzielca co nie umie normalnie dojechać na miejsce!
- Jak ty się kurwa zwracasz do swojego lidera!? - wydarł się Pain.
- Gówno mi możesz teraz zrobić!
- Lepiej mi się nie pokazuj na oczy, bo cię wyjebię na tamten świat! - nie dawał za wygraną rudzielec.
Rybka prychnęła tylko i zaczęła się wspinać na dach.
- Ale czemu do chuja spadł Kisame skoro Zetsu jest lżejszy!?
- Pewnie ten kaktus zapuścił korzenie!
- Tobi naprawdę musi siusiu!
- Zamilcz kurwa!
Bębenki mi przez nich zaraz pękną! Wiedziałam, że to się tak skończy!
- Kurwa, zamknąć się! - Noriko nie wytrzymała - Pain zatrzymaj się przed pierwszą lepszą restauracją! Hikari tak chciałaś go zaadoptować to idź z nim teraz!
Noriko zwykle jest słodka i spokojna. Jednak gdy się wkurzy potrafi roznieść w pył pół miasta. Straszna. Samochód zatrzymał się prawie natychmiast. Od razu wyskoczyłam na zewnątrz zgniatając przy okazji Sasori'ego i Deidarę. Wzięłam za rękę dzieciaka i skierowałam się w stronę baru do najbliższych łazienek.
- Kurwa. - mruknęłam - Iść do damskiej, czy męskiej?
- Tobi zaraz zmoczy spodnie!
Westchnęłam i pociągnęłam go do drzwi z patyczakiem bez sukienki. Pech chciał, że w środku stała grupka "mężczyzn".
- Pospiesz się. - powiedziałam do młodego.
Natychmiast wbiegł do pierwszej kabiny.
- Hej, maleńka. Pomyliłaś drzwi? Nie szkodzi, chętnie się tobą zajmiemy. - przemówił do mnie szef grupy.
Zignorowałam go całkowicie. Jestem pod wrażeniem, bo rzadko mi się to udaje.
- Mówię do ciebie! - złapał mnie za rękę, a reszta się zbliżyła.
W tym momencie wyszedł nasz ukochany hipis z wyrazem ogromniej ulgi na... twarzy?
- Nie wolno dotykać mamy Tobi'ego! - wydarł się widząc całą sytuację.
- Mamy? Niezła z ciebie dziwka. - zaśmiało się nasze towarzystwo.
Spojrzałam na niego tak, że od razu mnie puścił.
- W porządku Tobi. - powiedziałam klepiąc go po głowie.
- Nie bądź taka pewna siebie. Jesteś babą, nas jest więcej. A wątpię czy ten bachor ci pomoże. - powiedział i wyciągnął scyzoryk.
Znieruchomiałam.
- Jak ty nazwałeś mojego Tobiaszka!? - i cały spokój poszedł się jebać z ciszą.
Eleganckim kopniakiem powaliłam go na dwójkę kumpli, którzy ruszyli mu pomóc.
- Tobi też chce!
Uśmiechnęłam się do niego i przytrzymałam czwartą ofiarę. Uderzał go w twarz dość nieumiejętnie. Ostatni z tych frajerów chciał mnie zajść od tyłu, ale coś mu nie wyszło. Nawet się nie odwracając trafiłam w jego męskie narządy zewnętrzne. Młody wziął ze mnie przykład i w podobny sposób powalił swojego przeciwnika.
- No! Jeszcze tylko jedno. - chwyciłam za włosy ich marną podróbę przywódcy - Trzeba cię nauczyć, że mojego synka nie można wyzywać.
Wsadziłam jego głowę do muszli.
- Chcesz dokończyć? - spytałam Tobi'ego.
Uradowany spuścił wodę i kopnął w tyłek to, co wystawało. Wyszliśmy jakby nigdy nic.
- Przepraszam, - zaczepiłam kelnera - ale w męskim zapchała się toaleta.
Spojrzał na mnie zdziwiony, jednak zdążyłam się już oddalić.
- Słuchaj, mały. - zaczęłam w drodze do samochodu - Musisz trochę poćwiczyć. Przede wszystkim nad pracą nóg. To jest bardzo ważne. Nie liczy się ile siły włożysz w uderzenie, ale to, jak to zrobisz. Jak tylko wrócimy bierzemy się za trening!
Gapili się na nas słysząc to, ale woleli o nic nie pytać.
- Czy już na pewno nikt nie chce iść się załatwić? - upewnił się Pain.
Gdy tylko zyskał potwierdzenie ruszył. 
- Ja to bym coś zjadł... - zaczął Deidara.
- Zamknij się! - wydarliśmy się jednocześnie.
Przejechaliśmy te 50 metrów po czym stwierdziłam, że muszę znaleźć wygodniejszą pozycję. Trochę się przepychając odwróciłam się twarzą do Hidan'a. Popatrzył na mnie zdziwiony, lecz po chwili uśmiechnął się szeroko. Położył mi dłonie na biodrach i przyciągnął bliżej siebie. Zaśmiałam się i zarzuciłam mu ręce na szyje. Spojrzałam na Noriko. Siedziała prosto i praktycznie nie dotykała czarnowłosego.
- Hej, Itachi. - zaczęłam.
- Hm? - musiałam go wyrwać z zamyślenia. UPS!
- Senpai źle znosi podróże samochodem. Może pozwoliłbyś jej oprzeć się na sobie?
Spojrzała na mnie czerwona, a ja tylko się uśmiechnęłam.
- Jasne. Mogłaś powiedzieć od razu. - jaki uległy.
- Słyszałam też, że dobrze jest zamknąć oczy. - kontynuowałam.
Zawahał się na chwilę, po czym dłonią zasłonił paczałki Noriko. Ciekawa jestem, czy się zorientował, że robię go w konia? Mniejsza o to. Moja kochana senpai może teraz trochę pomarzyć. Podziękuje mi później. Obróciłam głowę w stronę miłośników sztuki. Sasori delikatnie się rumienił. Nie wyobrażaj sobie dlaczego! - rozkazałam sobie w myślach. Krwotok nie jest mi teraz potrzebny. Deidara czuł się chyba trochę zażenowany. Znieruchomiał nagle zdziwiony. Poruszał chwilę biodrami, jakby chciał poznać w ten sposób co ma pod sobą. Czerwonowłosy zacisnął zęby i odwrócił głowę w stronę okna.
- Co to jest? - spytał blondyn.
- Tic-Tac'i! - szybka odpowiedź lalkarza.
 - Ha? Daj kilka!
- Eee... Puste pudełko. - zarumienił się jeszcze bardziej.
Deidara prychnął i zamilkł. Chwila. Sasori... Stanął mu! O kurwa! I jak ja mam niby teraz powstrzymać krwotok!? Odchyliłam głowę do tyłu i starałam się myśleć o tym, jak sprawić najwięcej bólu Piątce Idiotów.
- Hikari-chan, spójrz na mnie. - poprosił słodko Hidan.
Zwróciłam się w jego stronę i uśmiechnęłam.
- Przepraszam, że na ciebie nie patrzyłam. - pocałowałam go w policzek.
- Co tak mało? - zapytał z żalem.
- Na więcej musisz zasłużyć. - puściłam mu oczko.
- Ciesz się z tego co dostałeś. - mruknęła Noriko - Jeszcze nikt nie miał tyle co ty. Ci, którzy próbowali to wymusić wylądowali w szpitalu w stanie krytycznym.
- Och, czuję się zaszczycony. - zaśmiał się kosiarz.
Dalsza droga, tj. kolejne 50 metrów, minęła w miarę normalnie. Po tym ktoś zapukał w szybę.
- Zetsu! Co ty odpierdalasz!? 
- Opuściłem się do was, aby przekazać wiadomość. - odpowiedział ze spokojem.
- Od kogo kurwa! Bóg do ciebie przemówił? - śmiał się Deidara.
- Nie blondyneczko. Kisame. Cytuję: "Liderze, goni nas policja, więc z łaski swojej zacznij porządnie gwałcić pedał gazu. Tak, jak to robisz z Konan, gdy nikt nie widzi. Tylko, kurwa Zetsu, pomiń ten fragment, bo mnie zajebie!"
Zamurowało nas. Tę sekundową ciszę przerwał krzyk.
- Ty pierdolony kaktusie! Miałeś tego nie mówić!
Nawet na ostatnich siedzeniach dało się wyczuć aurę Pain'a. Morderczą aurę.
- Zaraz. Co on mówił na początku? Policja nas goni!? Pain zacznij gwałcić ten pedał gazu! - wydarłam się.
- Wiem, kurwa!
Poczuliśmy ostre szarpnięcie w tył. Noriko i Deidara zmiażdżyli twarze swoich partnerów. A że ja siedziałam odwrócona... Skończyło się na tym, że Hidan leżał głową w moich, ekhm... piersiach.
- Z bliska są jeszcze lepsze. - szepnął kosiarz.
Oczywiście oberwał za to w ten swój pusty łeb.
- Tobi się boi! Smerfy gonią rodzinę Tobi'ego! Tobi chce do mamy!
Zaczął się wyrywać w moją stronę. Nie był przypięty, bo kto by się przejmował czymś takim jak pasy? Rzucił się na mnie od tyłu (bez skojarzeń, zboczuszki :P, dop. autorki) i ponownie głowa Hidan'a wylądowała na mojej klatce piersiowej. Z taką różnicą, że żadne z nas nie mogło się z tego wycofać.
- Tobi, jestem ci naprawdę wdzięczny. Już nigdy więcej cię nie uderzę. - obiecał zadowolony masochista.
Gdyby nie to, że nie mam w tej chwili do tego możliwości, ten zbok kolejny raz by oberwał.
- Kurwa! - szczerość lidera - Kisame oślep ich czymś!
- Niby czym!? Pokazać im gołą dupę Zetsu!? - wkurzyła się rybcia.
- Nawet to! Ale masz ich na chwilę zatrzymać! - rozkazywał dalej Pain.
Zapanowała chwila ciszy.
- Co ty odpierdalasz!? - krzyk kaktusa.
Znów panuje cisza. Radiowóz trochę zwolnił, po czym z piskiem opon zaczęło nim miotać, jakby go Szatan opętał. Tą chwilową ślizgawkę skończył na drzewie.
- ...
- Ty popierdolony śledziu! Zabiję cię! Zmienię w nawóz i będę nawoził tobą własne chwasty! - dotarły do nas wrzaski z dachu.
Nikt chyba nigdy nie słyszał Zetsu tak wkurzonego.
- On chyba nie... - szepnęła Konan.
- Pokazał im dupę zielonego!
Wszyscy zaczęli się zgodnie śmiać. Cały pojazd się od tego trząsł.
- Zamknąć ryje! - kaktus nie wyrabiał.
Nie poskutkowało. Nikt nie miał zamiaru się uciszyć. Gdy już się trochę uspokoiliśmy, Tobi wrócił na swoje miejsce. Hidan z żalem także zajął poprzednią pozycję.
- Zjedzcie w lewo, bo przypierdolimy w niską gałąź! - krzyknął Kisame.
- Niska gałąź, hm... - mruknięcie Pain'a.
I ponowne przyspieszenie, a po chwili głośny trzask.
- Kurwa! Mam przez was drzewo w gębie! - zła rybka, oj zła.
- Ciesz się, że tylko drzewo, ty pojebany łososiu! Ja ci kurwa dam rudzielca! - wrzask lidera zmieszał się ze śmiechem Zetsu.
W ten oto sposób życie straciło wiele niewinnych gałązek. Ich rodziny zostały wprawione w żałobę po to, aby zakolczykowany mściciel mógł dokonać swej zemsty. Krzyki jego ofiary towarzyszyły podróżnikom do końca ich wyprawy. 

sobota, 20 lipca 2013

Rozdział 4

- Okej, słońca wy moje! - stałam na środku salonu z triumfalnym uśmiechem na ustach - Jutro, czyli w sobotę jak byście nie wiedzieli, wszyscy bierzecie wolne. W razie problemu z szefostwem proszę zgłaszać się do mnie.
Patrzyli zdumieni, ale i zaintrygowani. Jednak standardowo Pain musiał zadać "poważne" pytania.
- Co? Gdzie? Kiedy? Dlaczego?
- Wycieczka. Nad jezioro. Z samego rana. Bo ja tak chcę. - pokazałam mu język.
Spojrzał na mnie tym swoim wzrokiem lidera. Chyba zapomniał, że nie należę do Akatsuki. Choć bardzo bym chciała. Tak właściwie...
- Hidan! Idziesz ze mną!
- Jasne maleńka. - kosiarz puścił mi oczko.
Uśmiechnęłam się szeroko i chwyciłam go pod ramię. Szliśmy w kierunku pokoju, który zajmowały przedstawicielki płci pięknej. Odprowadzały nas zaciekawione spojrzenia i krzyki Tobi'ego
- Tobi też chce iść!
Gdy zamknęłam za sobą drzwi Hidan zaczął mi się bardzo uważnie przyglądać.
-No, o co chodzi?
- Potrzebuję twojej opinii, bo pozwoleniem i tak się nie przejmę. - wyszczerzyłam się i zaczęłam grzebać w kartonie stojącym w rogu.
W oku kosiarza pojawił się dziwny błysk. Znalazłszy to, co chciałam zwróciłam się do niego. W dłoniach trzymałam jego płaszcz Akatsuki.
- Nie czekaj tylko mierz!
Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej i odłożyłam ciuch na krzesło. Zdjęłam niebieską sukienkę, którą miałam akurat na sobie i zostałam w samej bieliźnie. Hidan przyglądał mi się bardzo uważnie, jakby chciał zapamiętać to, co widzi już na zawsze.
- Zboczeniec. - mruknęłam, a on tylko się zaśmiał.
Zawtórowałam mu i założyłam czarny top i spodnie.Sięgnął po płaszcz i przytrzymał go, abym bez problemu go na siebie narzuciła. Wykonałam wyzywającą pozę i przywołałam przeciwnika ruchem ręki.
- Pasuje do ciebie idealnie. Choć lepiej wyglądałaś bez niego. - uśmiechnął się łobuzersko.
- Naprawdę jesteś zboczeńcem.
- Ale za to też mnie kochasz. - ach ten jego wyszczerz.
-Tak, tak. Uwielbiam. Chcę się pokazać reszcie!
Kiwnął głową, wziął mnie za rękę i poprowadził do salonu. Byli tam w komplecie i chyba czekali na to, co się stanie. Weszłam zaraz za Hidan'em z opuszczoną głową. Podniosłam ją nagle i uśmiechnęłam się triumfalnie. Pierwsze zaskoczenie minęło szybko.
- Wyglądasz w tym cholernie dobrze. - Kisame puścił mi oczko.
- Nowy członek, hm? - Pain wyglądał na zadowolonego.
- I tak nie wydam kasy na nowe stroje. - Kakuzu zrobił ponurą minę, ale wszyscy go zignorowali.
- Tobi ma pomysł! Dobry pomysł! - zaczął się drzeć zamaskowany pajac.
Wszyscy spojrzeli na niego wątpiąco. Już chcieliśmy kontynuować "dyskusję", ale ten hipis nam nie pozwolił.
- Słuchajcie Tobi'ego! Noriko-chan też musi założyć płaszczyk!
- Ma racje. Ty też przymierz. - pierwszy raz odezwał się Itachi.
- To będzie kłopotliwe, ale niech wam będzie. - westchnęła i wyszła.
W krok za nią ruszył Deidara. Po chwili dało się słyszeć głośne uderzenie i krzyk bólu. Do salonu wrócił obolały blondyn. Powinien już wiedzieć, że Noriko nie da się podglądać. Zaczęliśmy się z niego śmiać. Robiliśmy to do czasu, aż wróciło moje słoneczko.
- Kyaa! Senpai! Wyglądasz cudownie! Zostałaś stworzona do noszenia tego płaszcza! - nie mogłam się opanować.
Wszyscy pokiwali zgodnie głowami (nie licząc Kakuzu, który rozpaczał nad pieniędzmi). Zawstydzona Noriko jest taka... kawaii! I ponownie wydarł się Tobi.
- Teraz wszyscy są Akatsuki! Wszyscy są Wielką Rodziną Tobi'ego!
Ten mały.. chłopak jest teraz taki uroczy. Uśmiechnęłam się do niego delikatnie.
- Ma rację. Witamy w Akatsuki. - rzekł doniośle Pain.

************

- Jako, że mamy zamiar bawić się w mokrej wodzie (nie kurwa, w suchej xD dop. autorki) musimy się zaopatrzyć w stroje kąpielowe. Dlatego wszyscy. Tak, nie żartuję, wszyscy idziemy na miasto. - słowa Noriko wyrwały mnie z zamyślenia.
- A czy ludzie nie będą bali się zmutowanego kaktusa? - zaśmiał się Kisame.
- Nie boją się zmutowanego śledzia, więc i mnie zniosą. - odgryzł się "kaktus"
Jak tak sobie myślę, to nie powinno być z tym problemu. Co to jeden dziwak chodzi po Krakowie?
- Cosplay. To będzie nasz argument. - zasugerowałam inteligentnie jak na mnie.
Pokiwali głowami i zaczęli się szykować do wyjścia. Czyli przepychanki, wyzwiska i krzyki. To, co lubimy najbardziej. W sumie nie byłam lepsza.
- Co mam założyć!? Niebieską spódniczkę i biały top!? Czy miętową sukienkę!? 
Po godzinie byliśmy w miarę ogarnięci i gotowi na podbój miasta.
- Dobra tylko spokojnie. Jeśli ktoś się zgubi, czego nie radzę robić, niech pyta o drogę na rynek. I niech ktoś prowadzi Tobi'ego za rękę. - rozkazywała Noriko
- Tobi chce iść z Hikari-senpai!
- A więc postanowione. Zajmij się nim.
- Z przyjemnością słoneczko! - wyszczerzyłam zęby.
Wyruszaliśmy na przygodę! Inaczej nie da się nazwać wyprawy dwunastu psychopatów do miasta. Zaczęło się w autobusie. Przyglądałam się temu z boku i starałam się nie wybuchnąć śmiechem. Do stojącego Deidary przybliżył się facet po 40.
- Śliczna, może wysiądziemy gdzieś razem? - dało się słyszeć szept.
Blondyn chciał coś odpowiedzieć, ale znieruchomiał, gdy ręka starucha wylądowała na jego pośladku. Zauważył to Sasori.
- Przepraszam. - popukał zboczeńca w ramie.
- Czego? Jestem zajęty.
- Właśnie widzę, ale mojemu koledze nie podoba się pana zachowanie. - mówił z coraz większym jadem cały czas nie uśmiechając - Dlatego jeśli chcesz zachować obie ręce radzę trzymać je przy sobie. Kończyn zboka jeszcze nie posiadam i chętnie dołączę je do mojej kolekcji w moim podziemnym laboratorium.
Chyba zdał sobie sprawę, że maca faceta i co mu przez to grozi, bo wysiadł jak najszybciej na następnym przystanku.Skończyło się na tym, że Dei był czerwony jak dorodny burak, Sasori wkurzony jak Kakuzu, któremu zabrano pieniądze, a reszta Akatsuki oddychała głęboko, byle tylko by nie zacząć się śmiać. Dalsza podróż minęła bez zbędnych wpadek. Nie licząc Tobi'ego, który bardzo polubił guzik STOP. Wysiedliśmy w centrum i od razu ruszyliśmy na podbój sklepów. Przyciągaliśmy spojrzenia. No bo jak często się widzi: brunetkę, która ma wszechwiedzący wzrok; niebieskowłosą, która patrzy na wszystkich z góry; blondynkę z psychopatycznym wyrazem twarzy prowadzącą za rękę napaleńca w masce; a do tego ośmiu napakowanych facetów, z czego jeden wygląda jak przekwitająca roślinka. Taa, normalka. Byliśmy już prawie u celu, gdy nagle się zatrzymałam. Reszta spojrzała na mnie zdziwiona i zwróciła w kierunku, w który ja patrzyłam. Jakby nigdy nic stało tam sobie dwóch pedałków i obściskiwało się jak na jakimś lipnym porno. Zaczęła mi drgać brew i sięgnęłam pod spódnicę. Noriko natychmiast zrozumiała co chcę zrobić.
- Run bitch! Run! - wydarła się w stronę homo-niewiadomo.  
Spojrzeli na nią zdziwieni, a ja w tym samym momencie wydobyłam nóż i zaczęłam biec w ich stronę.
- Ja wam kurwa dam w miejscu publicznym!
Wszystkich na ulicy zamurowało. Tylko Akatsuki, które znało moją "drastyczną" stronę zareagowało. Sasori, Deidara i Kisame rzucili się w moją stronę. Kurwa! Tuż przed moim celem zdołali mnie złapać. Chodzące yaoi mnie przytrzymało, a rybka złapała w pasie i odniosła na miejsce.
- Kisame jeśli mnie nie puścisz powybijam wszystkie ryby w mieście! - groziłam.
Początkowo się zawahał, jednak widząc wzrok Noriko ruszył dalej. Prychnęłam i schowałam broń,
- Dobra idziemy, bo nie chcę na nich patrzeć więcej niż to konieczne.
Jako pierwszy odwiedziliśmy sklep z damską odzieżą. Grzebałyśmy w strojach mierząc co drugi. Męskiej części naszego grona niezbyt się to podobało. Czekali znudzeni aż skończymy. Po zaledwie godzinie spekulacji Konan zdołała wybrać coś dla siebie.
- No nareszcie! - odetchnął Zetsu.
- Nie ciesz się tak, zielony. Jeszcze ja i Noriko. - zgasiłam go.
Łzy nazbierały im się do oczu. Załamani usiedli przy fontannie i zaczęli narzekać jaki to ciężki jest ich los. Zaśmiałam się i ponownie przeglądałam stroje. Tym razem trwało to krócej. My dwie byłyśmy bardziej obeznane. Gdy już przycisnęłyśmy Kakuzu żeby zapłacił poszliśmy szukać czegoś dla męskiej części. Tu wyrobiliśmy się w pół godziny. Było na co popatrzeć. Przecież pierwszy raz kupowali takie rzeczy. Nie wiedzą jak to powinno wyglądać, dlatego ja i Noriko musiałyśmy ich zobaczyć i ocenić. Wiele dziewczyn zebrało się na tym małym "pokazie". Były przerażone wyrazem twarzy niektórych i roślinopodobnym Zetsu, ale nic nie powstrzyma kobiety przed obejrzeniem półnagich bishów. Hidan'owi się to wyraźnie podobało. Oj, pogadam sobie z tym zdrajcą. Reszta w sumie też wydawała się zadowolona. Choć Pain i Itachi starali się to ukryć. Narcyzy się znalazły.
- Tobi, dział dziecięcy jest obok. - usłyszałam koślawą uwagę Kisame.
- Te, rybousty. - mówiąc to przyciągnęłam do siebie dzieciaka - Nie żartuj z mojego Tobiaszka, bo ci skrzela z dupy powyrywam.
Uśmiechnęłam się do zamaskowanego pięciolatka i zaczęłam go ściskać jeszcze mocniej.
- Mój Tobi jest kochany, prawda? Nie słuchaj tej głupiej ryby. Ja cię zaadoptuję. - Jeszcze nigdy nie słyszałam tyle słodyczy w swoim głosie.
- Tak, tak. tak! Hikari-chan zostanie mamą Tobi'ego! - cóż za szczera radość.
Widownia gapiła się na nas dziwnie, ale całkowicie ich ignorowaliśmy. 
- Masz zamiar być samotną matką małego napaleńca, który ćpa tlen? - Hidan spojrzał na mnie rozbawiony.
- Jeśli tak się martwisz to zostań jego ojcem. - posłałam mu całusa.
- Nieee! Tobi nie chce! Hidan będzie niedobry! On bije Tobi'ego! - rozpłakał się młody.
- Hidan'ie. Czy ty uderzyłeś mojego synka? - spojrzałam na niego groźnie.
- I tak nie uwierzysz, nawet jeśli zaprzeczę. Jednak zanim się zemścisz pamiętaj, że bardzo cię kocham. - ta jego niewinna mina.
- O tym jak bardzo się kochacie pogadacie w łóżku. Nie róbcie teraz widowiska. - hoo, Sasori się denerwuje.
Nawet nie wkurzyłam się za to, że zasugerował, iż sypiam z kosiarzem. Złapałam Tobi'ego za rękę, a Hidan'a pod ramię i ruszyłam do wyjścia. Rzeczywiście zyskaliśmy niezłą publiczność. Tłum rozstępował się przed nami jak przed Gaarą. Tyle, że przed nim uciekali ze strachu, choć przed nami pewnie też. Ale kogo to obchodzi? Jak królowie ruszyliśmy na przystanek.
- Tobi ma mamę! La, la, la! Hikari-chan jest taka kochana! La, la, la! Broni Tobi'ego przed Hidan'em! La, la, la! - całą drogę mogliśmy wysłuchiwać tej jakże uroczej piosenki.
- Bardziej psychicznej rodziny w życiu nie widziałam. - zaśmiała się Konan.
Tak zakończyła się nasz pierwsza wspólna misja rangi A. Jestem pewna, że nie ostatnia.

***********

- Pain, jesteś idiotą! - wydarłam się.
Wszyscy zamilkli i przywarli do ścian. Na środku salonu zostałam tylko ja, liderek, i Noriko popijająca herbatę.
- Nie masz prawa mnie tak nazywać! To wszystko twoja wina! - zrobił się aż czerwony ze złości.
- Chciałbyś debilu! Nawet liczyć nie umiesz!
- Ciekawe, czy taka baba jak ty załatwiłaby to lepiej!
- Ja ci kurwa dam babę! Już Tobi lepiej by to zrobił!
- To czemu nie wysłałaś swojego synalka!?
- Bo sądziłam, że lider Akatsuki podoła tak banalnemu zadaniu!
- Sama mogłaś ruszyć dupę i to zrobić! A nie obściskiwałaś się z Hidan'em w ciemnym pokoju!
- Nie robiłam czegoś takiego! A może zazdrościsz mi, bo sam jesteś prawiczkiem!?
Zamurowało go, resztę w sumie też. Po chwili odzyskał jednak głos.
- Jestem starszy i mam większe doświadczenie! Konan może potwierdzić!
Noriko zakrztusiła się herbatą i zaczęła kaszleć gdzie popadnie. Akatsuki czyściło podłogę swoimi szczękami. A Konan... Konan się zarumieniła! Więc to prawda! Lider chyba zdał sobie sprawę z swoich słów, bo natychmiast zbladł.
- Paaa-innnn! - anielica ostro się wkurzyła.
A że stała akurat przy blacie, na którym leżał duży nóż kuchenny. Bez większego zastanowienia chwyciła go i cisnęła nim w stronę rudzielca. Oczywiście zrobił unik, a uderzenie przyjęła ściana. Rozległ się krzyk rozpaczy Pana Pieniążka. No tak, trzeba będzie zatynkować, a to kosztuje. Konan jednak nie traciła czasu. Wyrwała broń i tym razem pobiegła w stronę swojego celu. Westchnęłam i chwyciłam ją pod ramiona.
- No, no. Już wystarczy tej zabawy. I tak wszyscy się tego spodziewaliśmy.
Nowych "kochanków" to zaskoczyło
- Co? - zapytali jednocześnie.
- Dajcie spokój. Do tego nie potrzebne było nawet kobiece oko. - wyszczerzyłam się.
Ja jestem ślepa, czy Pain naprawdę się zarumienił? Co prawda ledwo widocznie, ale jednak! Nigdy nie sądziłam, że ujrzę coś takiego. Kolejna pozycja na liście "W życiu się to nie zdarzy, ale Hikari jest pieprzoną optymistką i w to wierzy" wykreślona! Niemożliwe staje się możliwe! Może jeszcze Kakuzu postawi nam pizze, a Kisame usmaży ryby!? 
- A wracając do tematu. Naprawdę jesteś debilem! Jak mogłeś dla dwunastu ludzi wynająć siedmioosobowy samochód!? - wróciłam do naszej kłótni.
- Większych nie mieli! I ciesz się, że zgodziłem się prowadzić te piekielne maszyny! - ponownie się wydarł.
- Hai, hai. Jestem wniebowzięta. No cóż! Ktoś będzie musiał jechać na dachu!
Spojrzeli na mnie przerażeni. Nadal nie przyzwyczaili się do tych wszystkich cudów techniki. Westchnęłam tylko i się zaśmiałam. Noriko postanowiła jednak przejść do rzeczy.
- Pogodziliście się, o jak ja się cieszę. - jej głos był przesiąknięty jadowitym sarkazmem. - Konan! Pomożesz mi przygotować jakieś żarcie dla tej bandy idiotów potocznie nazywanej organizacją. Hidan! Idziesz z Kakuzu po coś do picia. Hm... Niech Hikari też pójdzie, ktoś musi przyszpilić Pana Pieniążka. Reszta niech coś robi do czasu wyjazdu!
- Hai! - krzyknęliśmy zgodnie.
Przypięłam katanę do pasa i skierowałam się do monopolowego. Znali mnie tam, oj znali. Zostałam "przywitana", gdy tylko przekroczyliśmy próg sklepu.
- Ach! P-panienka Hikari. Dziś ze znajomymi? - właściciel trząsł się jak galareta patrząc na moją broń.
- Ta.
- Myślę, że powinniśmy wziąć duuuużo alkoholu! - odezwał się Hidan.
Pokiwałam głową, a Kakuzu tylko prychnął. Wyłożyliśmy na blat chyba połowę różnych rodzai napoju bogów.
- Ej no! Trza coś na popitkę kupić! Sprzedawca! Daj pięć butelek coli!
Natychmiast podał towar. Po podliczeniu pokazała się dość pokaźna sumka.
- O nie! Nie wydam tylu pieniążków! - wydarł się Kakuzu.
Spojrzałam na niego groźnie i położyłam dłoń na katanie. Przełknął ślinę.
- To ile jesteśmy winni?
Zaśmiałam się tylko i rzuciłam krótkie:
- Bierzcie torby.
- Ha? Czemu tylko my? - oburzył się Hidan.
- Bo tak. Bo jestem kobietą. Bo jak tego nie zrobicie to was potnę. - psychopata włączony.
Moje argumenty natychmiast do nich trafiły. Obładowani zakupami wróciliśmy do mieszkania. Nikogo nie zdziwił fakt, że tylko ja nic nie niosłam. 
- Mam nadzieję, że nie kupiliście tylko taniego piwa. - odezwała się Noriko.
- Senpai! Jak możesz! - oburzyłam się - Wcale nie było tanie. A poza tym kupiliśmy alkohole najróżniejszych rodzai. Oczywiście popitka też się znajdzie.
Pokręciła głową i wróciła do pakowania toreb. Akatsuki chyba nigdy nie pracowało tak zgodnie jak teraz. Co te wycieczki robią z człowiekiem? Nie, chwila. Oni, my zresztą też, nie są ludźmi. Gdy już wrzuciliśmy wszystko do bagażnika pozostała kwestia miejsc. 
- Dobra! Kto jedzie na dachu? - rzuciłam pytanie.
- Tobi jest dobrym chłopcem! Tobi nie chce!
- Oczywiste. I tak by spadł. Ja też nie, bo jestem kierowcą. - odezwał się Pain.
Hm... Zaczęłam się cicho śmiać ściągając tym na siebie wzrok reszty. Śmiałam się coraz głośniej, a moja widownia zaczęła się bać.
- Hej. - uspokoiłam się nagle - Kisame i Zetsu na dach. Będziecie straszyć ludzi. Z przodu Pain i Konan. Nawigacja. Pośrodku Tobi i Kakuzu. Trzeba ich gdzieś posadzić. Na końcu reszta.
- Jak ty chcesz usadzić sześć osób na siedzeniu trzyosobowym?
Uśmiechnęłam się chytrze.
- Z doświadczenia wiem, że kolana Hidan'a są wygodne. Sasori i Deidara i tak zawsze trzymają się razem, mimo, że twierdzą, iż się nienawidzą. A Itachi jako facet nie powinien mieć nic przeciwko "zajęciu się" Noriko. - puściłam jej oczko widząc, że się zarumieniła.
Wszyscy się zgodzili i zajęli miejsca tak, jak poleciłam.
- Wesoły autobus rusza! - krzyknęłam gdy zaczęliśmy jechać.

piątek, 12 lipca 2013

Rozdział 3

Mrrr... Cudowny widok, taki seksowny. Stoi przede mną dwóch przystojniaków w szkolnych mundurkach. Szare spodnie, taka sama marynarka, która w tej chwili jest zdjęta, Biała koszula na krótki rękaw i błękitny krawat. Ach i ja mam udawać, że to mój kuzyn i kuzyn Noriko? Przynajmniej będę mogła się z jednym zabawić. Ale bez skojarzeń! Chcę po prostu rozerwać się w szkole. Oh! Dzwonek na lekcje.
- Dobra, epickie spóźnienie mamy załatwione, więc będzie wielkie wejście. - wyszczerzyłam się w ich stronę.
- Nigdy nie odpuszczasz, prawda? Ech, te mundurki są irytujące.
- Sasori przesadzasz. - wydęłam wargi - A teraz chodźmy! Za długa nieobecność nie robi już takiego wrażenia.
Raźnym krokiem ruszyliśmy w kierunku sali 103. Oczywiście zwykłe wejście nie jest w moim stylu. Potężnym kopniakiem wyważyłam drzwi.
- Ohayo! Przyprowadziłam nowych uczniów!
Weszłam do klasy z szerokim uśmiechem i rękami założonymi za głowę. Wszyscy gapili się na mnie z przerażeniem. No może z wyjątkiem Noriko, której wyraz twarzy mówił "Nie mogłaś normalnie?" i pana Ternackiego i jego "Serio? Teraz będę musiał ich uspokajać.". Ach, kocham to uczucie. Machnęłam ręką w stronę drzwi i do klasy weszli Deidara i Sasori. Dziewczyny momentalnie się opamiętały i zaczęły tęsknie wzdychać w ich stronę. Chłopy patrzyli podejrzanie na blondyna. Czyżby wahali się co do jego płci? Hah nie dam mu przez to żyć. Zajęłam swoje miejsce w ostatniej ławce przy mojej senpai. Pokręciła tylko głową i uśmiechnęła się pod nosem.
- Dobra zamknąć się! - głos nauczyciela sprowadził wszystkich na ziemie.
Ale gdyby tak... - zaczęła jakaś dziewczyna lecz nie dane jej było skończyć.
- Gdyby babcia miała wąsy byłaby dziadkiem. - ten standardowy tekst... - Przedstawcie się i znajdzie miejsca.
Akasuna no Sasori. Miło mi. - mówiąc to przeczesał włosy ręką.
Stary trik, ale nawet na mnie zrobił wrażenie. Taki sexi. Więc jednak Sasori lubi się czasem zabawić i to nie tylko z naszym blondynem. Choć chyba powinnam powiedzieć jego blondynem. Swój chłop!
- Jestem Deidara. - mrugnął do dziewczyn i zarzucił włosami.
Oj chyba nie chce być gorszy, nawet mu to wyszło. Ale płeć brzydka chyba się już zorientowała, że jest facetem. Zdaje mi się, czy wyglądają na zawiedzionych? Ach Dei, nie dam ci żyć. Zajęli ostatnią ławkę przy oknie, a towarzyszyły im przy tym szepty z każdej strony. Jestem pewna, że będą rozchwytywani. Na samo myśl o tym zachciało mi się śmiać. Witajcie w prawdziwym świecie! A teraz już tylko półgodzinne biadolenie. W sumie i tak nigdy nie słuchałam. Wyjęłam najnowszy tomik "Full Metal Alchemist" i zagłębiłam się w lekturze. Wiedziałam, że wszyscy gapią się na mnie z zazdrością. Robiłam to na każdej lekcji, a nauczyciele mi nie przerywali. Znałam powód, wszyscy znali. Ci tchórze się mnie bali. Tak, tak, nawet nauczyciele trzęśli portkami na mój widok. Jedynie dwie osoby traktował mnie jako tako normalnie. Noriko to oczywisty przykład. Mieszkamy razem, a zresztą to jej obowiązek jako przewodniczącej klasy, aby trzymać mnie w ryzach. Zgadza się, moja słodziutka jest szefem tej bandy zwanej potocznie klasą. Kolejnym przypadkiem, który wszystkich zaskoczył jest nasz wychowawca. Ternacki to w sumie spoko gość. Można z nim pogadać, czasem nawet się pośmiać. Jednak jest twardy, ciężko na nim cokolwiek wymusić. Jak on może mi to robić? Egoista. Trzeba go będzie porządnie nastraszyć. Ach, niech wreszcie zadzwoni ten dzwonek! Dryń!!! Dźwięk niebios! Jednak za dziesięć minut rozbrzmi dźwięk piekieł oznajmiający rozpoczęcie matmy. Najwyżej znowu poczytam. Ale teraz trzeba zachować chwilę powagi.
- Janek ma sprawę! - zawołałam na całą klasę i ściągnęłam na siebie wzrok pozostałych tu ludzi.
- Mówiłem ci żebyś nie nazywała mnie tak w szkole. Tu jestem dla ciebie panem Ternackim. - patrzył na mnie wątpliwie.
- Tak wiem. Chodzi o książki dla naszych nowych uczniów.
- Rozmawiałem z dyrektorem i powiedział, że szkoła wszystko sponsoruje. Swoją drogą gdzie oni poszli?
- Są z Noriko, pewnie pod klasą.
- Rozumiem. Możesz już do nich iść i nie zawracać mi głowy. - ileż niechęci w tym było!
- Czuję się dotknięta. Jednak spełnię twe żądanie.
Pociągając nosem ruszyłam w stronę moich towarzyszy. Szkoda tylko, że nikt nie uwierzy w tę sztuczkę. Największa psychopatka w szkole płacze? Niemożliwe! Zauważyłam, że jakieś dwie dziewczyny przystawiają się do moich chłopców. Podeszłam bliżej żeby podsłuchać (o ja niedobra xD dop. autorki). 
- Musicie na nią uważać. Nie zbliżajcie się do niej, jest niebezpieczna.
- Kto jest niebezpieczny? - krzyknęły na mój widok.
- Ten, no. Przepraszam! - cóż za prędkość.
Wzruszyłam ramionami i weszłam do klasy. Zajęłam miejsce przy oknie, oczywiście na samym końcu. Podziwiałam syf na zewnątrz, kiedy usłyszałam zbliżające się kroki.
- Hi-ka-ri-chan! - bombowy blondyn zarzucił mi od tyłu ręce na szyje i oparł głowę na moim ramieniu.
Wszyscy obecni zamarli. Dało się słyszeć szepty w stylu: "fajny był", "już nie żyje", "a przecież go ostrzegałam". Uśmiechnęłam się pod nosem. Obróciłam głowę w jego stronę i cmoknęłam w policzek.
- Dei, słońce, nie rób tego, bo Sasori będzie zazdrosny.
- Nie wiem z jakiego niby powodu. - westchnął, ale mnie puścił.
Dookoła panowała grobowa cisza, a po chwili rozległy się krzyki.
- Aaa! Apokalipsa!
- To koniec! Świat zwariował!
- Demon nie zabił!
Łapali się za głowy, biegali w kółko, uciekali z klasy. Zaczęłam się psychicznie śmiać. Deidara kręcił rozbawiony głową, Noriko, która właśnie weszła z czerwonowłosym patrzyła na mnie z żalem, a Sasori odezwał się:
- Więc nawet w szkole nie odpuszczasz?
- Ja nigdy nie odpuszczam. - wyszczerz. - Ale powinniście być mi wdzięczni. Teraz będziecie mieli spokój, a przynajmniej nikt nie będzie się was czepiał.
- Phy! Myślisz, że nie dałbym rady z bandą narwańców bez mocy i doświadczenia? - czerwony się irytuje.
- Ależ jak mogłabym tak sądzić? Jesteś przecież Akasuna no Sasori, Czerwony Skorpion, Mistrz Marionetek! Chciałam jedynie abyście nie musieli się martwić takimi sprawami. - posłałam mu całusa.
- Sasori powinieneś być wdzięczny. Hikari bardzo nam ulżyła (bez skojarzeń zboczeńcy :D dop. autorki). - ach słowa Dei'a mnie wzruszyły.
Chciał coś odpowiedzieć, ale w tej chwili zadzwonił dzwonek i trzeba było zająć miejsca. Uzbrojona w mangę całkowicie się odłączyłam od otaczającego mnie świata. Jak zwykle w takich chwilach nie zauważyłam kiedy minęła cała lekcja. Ocknęłam się dopiero gdy Noriko szturchnęła mnie łokciem.
- Hikari, obudź się. Znowu się wyłączyłaś.
- Taa, zaczytałam się. - ziewnęłam zmęczona.
- Muszę iść do sekretariatu, więc bez bójek dojdź do następnej klasy.
- Hai, hai. Uważaj na siebie słońce. - uśmiechnęłam się szeroko.
Wyszłam z sali i udałam się na drugi koniec szkoły. To wredne, wszystkie lekcje powinniśmy mieć na jednym piętrze. Ale cóż mogę poradzić? Nie, w sumie mogłabym "pogadać" z dyrem. Jednak to byłoby kłopotliwe. Szłam swobodnie korytarzem. Nie musiałam się martwić, że na kogoś wpadnę. Wszyscy schodzili mi z drogi bez gadania. Zauważyłam, że pewna grupka nie ma zamiaru się usunąć. Ho, naćpali się i myślą, że są niezniszczalni? Podniosłam wzrok i... wybuchłam głośnym śmiechem.
- Teraz wyglądacie nawet gorzej niż w momencie gdy przyjechała karetka! Ha, ha, ha!
Przede mną stała Piątka Idiotów nazywających siebie Wielką Piątką. Nie wiem, z której strony są niby tacy wielcy. Właśnie dlatego są dla mnie piątką, ale idiotów. Mój śmiech słyszała chyba cała szkoła. Ale co mogłam na to poradzić? Ich nowe "fryzury" były po prostu zabójcze. Chyba zostanę zawodową fryzjerką. No bo kto inny potrafi przy pomocy noża stworzyć irokeza? Trochę krzywy i zakrwawiony, ale zawsze. Nierówna łysina też nie jest najgorsza. Tu i ówdzie zostały jeszcze kępki włosów, ale tworzy to tylko artystyczny nieład. Naprawdę jestem genialną fryzjerką. Ten 10-centymetrowy nóż zdziałał w moich rękach cuda. Hah!
- Eee... Hikari wychowawca cię wzywa. - stała za mną drobna brunetka trzęsąca się ze strachu.
Spojrzałam na nią wzrokiem mówiący "Nieee chce mi się, wolę kogoś bardzo poważnie pobić".
- Przepraszam! Już znikam! - rzeczywiście zniknęła.
Wzruszyłam z westchnieniem ramionami, posłałam rozbawione spojrzenie Piątce Idiotów i skierowałam się w stronę klasy.
- Te psychopatka! Czekaj no! - rozległy się krzyki za moimi plecami.
Byłam już i tak wkurzona tym, że Ternak mnie wzywa, a teraz jeszcze ci się drą.
- Morda! - wrzasnęłam i potężnym kopniakiem wbiłam wszystkich w ścianę.
Widownia całkowicie zamilkła. Dało się słyszeć tylko pojedynczy szept "Straszna". Wiem kurwa - pomyślałam. Byłam naprawdę wkurzona. Zwykle takie rzeczy aż tak mnie nie ruszały. No tak. Niedługo będę się wykrwawiać. Cholera! Tydzień męki. Niech lepiej mi nie wchodzą w drogę, bo wszystkich wyjebię na tamten świat. Pierdolnę ich tak mocno, że nawet nie zauważą kiedy zdechną. Noż kurwa! Wlazłam do sali 103 z wyraźną chęcią wybicia wszystkich tu obecnych. No, może Sasori i Deidara przetrwają. Dobre yaoi nie jest złe. Chyba wyczuli, możliwe, że nawet zobaczyli otaczającą mnie aurę. Powciskali się w najciaśniejsze kąty, byle się do mnie nie zbliżać.
- Hikari chodzi o pobicie Piątki Idio... ykhm, piątki uczniów. - Ternacki spojrzał na mnie wzrokiem skazańca, który musi tłumaczyć generałowi, że jest debilem.
- Tym idiotom się należało, więc nawet mnie nie wkurwiajcie mówiąc, że mam ich przeprosić, czy ponieść karę. To nic niewarte gówna, które powinny zniknąć z tego świata, a ja bardzo chętnie im w tym pomogę. I nie będzie to łagodna śmierć, a prawdziwa katorga. Uzbroję się w moje najostrzejsze narzędzia i powoli, bardzo powoli będę ich zabijać. Najpierw dużym nożem rozetnę im brzuch. Pogrzebię tam, a flaki zawinę na moją katanę. Metalowymi pazurami podrapię im całą twarz i oderwę język. Kosą z trzema ostrzami poodcinam im po kolei wszystkie kończyny, a następnie przypalę to co zostało, aby się za szybko nie wykrwawili. Słuchając ich jęków i rozkoszując się ich bólem użyłabym łyżki, aby wydłubać im oczy. Na sam koniec oblałabym ich kwasem, który zabrałabym z szkolnego laboratorium. Śmiałabym się tak głośno, że obudziłabym nawet trupy na cmentarzu w Gdańsku. Jeśli jeszcze będą żyli wepchnę im ich flaki do gardła, aby powoli się nimi udusili. Bardzo szczęśliwa, cała w ich krwi zapaliłabym ich ciała i zatańczyła wokół płomieni.
Gapili się na mnie jak na potwora, którym przecież byłam. Nawet Ternak wyglądał na przerażonego i zaskoczonego. Sasori i Deidara trzymali się bardzo mocno chroniąc się nawzajem, a kilka innych osób miało odruchy wymiotne. W tym momencie do klasy weszła wkurzona Noriko. No tak, miała iść do sekretariatu, więc pewnie już wie. Nie chce mi się słuchać teraz jej wrzasków. Prychnęłam głośno i skierowałam się w stronę okna. Byliśmy na pierwszym piętrze, ale kogo to obchodzi? Stając na parapecie rzuciłam tylko:
- Mam to w dupie.
I w tym momencie skoczyłam. Rozległ się krzyk i zobaczyłam jak podbiegają do okna i wyglądają na zewnątrz. Naprawdę są na tyle głupi by sądzić, że coś takiego mi zaszkodzi? Spadając złapałam się gałęzi dębu rosnącego przy samym budynku. Zrobiłam fikołka i elegancko wylądowałam na ziemi. Zarzucając włosami ruszyłam przed siebie.

********************

Wkurwiona szłam szkolnym korytarzem. Rozumiem. Jestem przewodniczącą klasy i przyjaciółką Hikari, ale dlaczego do chuja mam odpowiadać za to, co odpierdala. Właśnie miałam pogadankę z dyrektorem o tym, co moja przyjaciółka zrobiła tej piątce idiotów. Może w duszy krzyczałam, że im się to należało, ale oczywiście zgrywałam dobrą uczennicę by ani mi ani blondynce nie dostało się po dupie. Emanując złą energią otworzyłam drzwi do sali, w której aktualnie mieliśmy lekcje. 
- Hikari… - warknęłam i przeszyłam klasę moim spojrzeniem.
Atmosfera zbyt lekka to nie była.
- Mam to w dupie – usłyszałam, po czym zobaczyłam jak Hikari wyskakuje przez okno.
Wszyscy dobiegli do parapetów, by zobaczyć czy dziewczyna została krwawą plama na betonie. Ale oczywiście tak stać by się nie mogło. Wyćwiczonym ruchem Hikari złapała się gałęzi rosnącego niżej drzewa i dając niezły pokaz akrobatyki wylądowała bezpiecznie na ziemi.
- Mam nadzieję, że moja nieobecność zostanie teraz usprawiedliwiona​, bo tak jakby mam coś do załatwienia – uśmiechnęłam się do nauczyciela, po czym ze wzrokiem bazyliszka ruszyłam w pogoń za blondwłosą, obecnie wkurwioną psychopatką.
Wyszłam po za teren szkoły i poszukałam w tłumie znaną mi dobrze czuprynę. Nie było to trudne, bo ludzie rozchodzili się przednią na dwie strony. Takie tam środki bezpieczeństwa. Zaczęłam biec starając się z zaskoczenia złapać Hikari. Niestety skubana się skapnęła, więc urządziłam jej prawdziwą pogoń po naszym mieście. Skręciłam w kolejną z uliczek i… Zaraz… Czy ja widziałam przed chwilą Itachi'ego? Nie ważne. Jak na razie miałam ważniejszą rzecz na głowie. Hikari zdążyła schować się za drzwiami naszego mieszkania. Otworzyłam je i trzasnęłam.
- Czy ja, kurwa, zawsze muszę nadstawiać za ciebie karku?
- Nic mnie to nie obchodzi. Zrobiłam, co zrobiłam, gówno ci do tego!
- Tak myślisz?! Zostałam wezwana przez dyrekcję dowiedziałam się, co zrobiłaś tym debilom od siedmiu boleści! I mówisz, że to na pewno nie moja sprawa? Bo wszyscy stwierdzili, co innego!
- Nie moja wina, że trują ci dupę, bo mnie się za bardzo boją!
- A hamować to się nie możesz?!
- Dla twojej wiadomości nie! – zdyszane i mocno wnerwione gapiłyśmy się na siebie z chęcią mordu.
- Emm? Spokój? – gdzieś z boku dobiegł nas czyjś niepewny głos.
Spojrzałyśmy jednocześnie w tamtą stronę. Z otwartymi gębami patrzyli się na nas Pain, Hidan, Konan, Kakuzu, Kisame i Tobi. Z tego, co zdążyłam ogarnąć odezwał się prawdopodobnie rudowłosy. Ta… Takie kłótnie tylko w naszym domu. Fuknęłyśmy na siebie z blondynką i każda poszła do swojego pokoju. Oczywiście zostawiając Akatsuki stojące w przedpokoju. Jezus! Czy ja zawsze muszę zachowywać się jak matka Hikari?! Dlaczego wszyscy zwalają na mnie opiekę nad tą psychopatką?! Może i znamy się od dziecka, ale to nie ja jestem od tego by prowadzić ją za rączkę. Nie ważne, co się stanie to ja muszę tłumaczyć tego tłumoka z jego zachowania. A ona w tym czasie wkurwia się na cały świat i dalej coś odpierdala. I czy kiedykolwiek usłyszałam słowa podziękowania, że uratowałam ją przed kolejnymi konsekwencjami?!​ Nie! Królowa nigdy mi nie podziękuje. Nawet w snach. Bo jest „zbyt dumna”. Kurwa. Panie premierze, jak żyć? Szczególnie, jeśli pod dachem trzymasz psychopatę… A od niedawna kilku psychopatów. Niedługo to chyba ja wyląduje w psychiatryku ubrana w biały kaftanik bezpieczeństwa. Jupi… Kurwa… Opadłam z bezsilności na łóżku. Jeszcze trochę a zacznę płakać nad swym marnym żywotem. A nie sorki. Żywot nie taki marny. W końcu zaraz za ścianą mam Akatsuki. Mru… Przetarłam twarz dłońmi. Na oślep poszukałam moich słuchawek, leżących na szafce. Włożyłam je do uszu i odtworzyłam jakiś japoński utworek. Zamknęła oczy i zaczęłam poruszać palcami w rytm piosenki. Tylko ja, spokój i muzyka. Takie piękne, że aż nieprawdopodobne​. Nawet nie zauważyłam, gdy minęła któraś tam z kolei melodia, a ja powoli zaczęłam przysypiać. Nagle poczułam na ramieniu dotyk. Instynkt przetrwania wygrał z rozumem i wycelowałam prawy sierpowy w przeciwnika. Niestety z łatwością został zatrzymany. Spojrzałam na mojego niedoszłego przeciwnika. Nonszalancko zwisał nade mną Itachi. O matko… Z bliska jest jeszcze bardziej przystojny… Czarnowłosy wyprostował się i spojrzał na mnie. 
- Przeszło?
- Może – odpowiedziałam wymijająco. – Hikari jak? – zapytałam.
Nawet, gdy jestem wkurwiona muszę się o tego debila martwić!
- Już nadaje się do przebywania z ludźmi. Chociaż trzeba przyznać, że może to być stan chwilowy. Stwierdziła, że ma „te dni” i beż kija do niej nie podchodzić.
- To wszystko wyjaśnia – westchnęłam. – Dajcie mi dziesięć minut, zaraz przyjdę, raczej się nie pozabijamy – wstałam z łóżka i podeszłam do szafy.
Itachi uśmiechną się i odwrócił, a ja gapiłam się na jego plecy. Jego uśmiech jest niesamowity… Mężczyzna wyszedł z mojego pokoju, a ja dotknęłam policzków czując, że się rumienię. Coś mi się zdaje, że niedługo zrobi się ciekawie. Przebrałam się w zwykłe jeansy i czarny top. Zaplotłam kręcone, jasnobrązowe włosy w luźny warkocz i przeszłam do salonu. Spojrzałam na Hikari, a ona spojrzała na mnie.
- Mogłaś przynajmniej przefarbować im włosy na jakieś oczojebne kolorki. Fryzura była by ciekawsza – uśmiechnęłam się.
- Nie miałam przy sobie farby. Nie byłam przygotowana na bawienie się w fryzjera – oznajmiła.
Obie wybuchłyśmy śmiechem. Reszta gapiła się na nas jak na nienormalne (co wcale nie mijało się z prawdą). Naszą chwilę rozbawienia postanowił przerwać Pain. 
- Noriko? Mogłabyś zamówić chińszczyznę? Bo Hikari stwierdziła, że od niej, nie wiem czemu, nie przyjmą zamówienia.
- Jasne – wykręciłam odpowiedni numer i złożyłam zamówienie na dwanaście kubeczków curry z makaronem. – A jak poszło zdobywanie pracy?
- Całkiem nieźle – odpowiedział Hidan. – Znalazłem sobie niezłą fuchę, jako barman – uśmiechną się prowokująco do Hikari. – I może udami się was wcisną do baru, mimo iż pełnoletnie nie jesteście – próbował się przysunąć do blondynki, ale ta w stylu rozzłoszczonej tygrysicy nie dała się dotknąć.
Powiedzmy szczerze. Hikari podczas okresu to prawdziwa reinkarnacja tyranozaura. Bry…
- Mi udało się znaleźć pracę jako sekretarka, Pain dzięki sfałszowanym dokumentom został policjantem (fałszerstwo rlz), Kakuzu ma niezłą posadę w banku, Kisame został ratownikiem na pobliskim basenie... A ty Itachi?
- Hym? - Itachi... O czym ty tak rozmyślasz. - Zatrudnili mnie w bibliotece.
- A więc od teraz zarabiacie na siebie - przynajmniej jedna rzecz z głowy. Nie wykarmiłabym tylu ludzi z kasy przesyłanej mnie i Hikari przez rodziców. A oni nastawieni są na utrzymanie dwóch osób. Nie dwunastu.
Zadowolona poszłam do kuchni i otworzyłam zamrażalnik. Wyciągnęłam duże opakowanie lodów i zaniosłam je do salonu. Hikari spojrzała na mnie z uwielbieniem i otworzyła lody. No tak... Nikomu nie pozwalam dobrać się do swoich lodów. Kara spotka tego kto się do nich dobierze. Nałożyłam każdemu po kawałku, samej nakładając sobie największy i zamykając się w swoim słodkim świecie rozkoszowałam się czekoladowym smakiem.
- Co jej jest? - Sasori spojrzał na mnie unosząc brwi.
- To stan jej lodowego uwielbienia. Zwykły śmiertelnik nie zrozumie - powiedziała blondwłosa psychopatka i wsadziła sobie czubatą łyżeczkę lodów.
Opróżniłam swój pucharek i rozwaliłam się na kanapie. Spojrzałam na Hikari siedzącą jak zwykle na kolanach Hidan'a. Hymm. Szybko się ustatkowała skubana. O ile ten związek nie ulegnie autodestrukcji to zapowiada się niezły romans. Parsknęłam śmiechem. Wszyscy przyjrzeli mi się dokładnie.
- Noriko, ty to się dobrze czujesz?
- Emm, tak? A co?
- Nic, nic - uniosłam brew i założyłam ręce za głowę.
Zignorowałam mamrotanie o lodach, cukrze i czymś tam jeszcze. Zamknęłam oczy. Męczący poniedziałek. I to bardziej niż wszystkie inne. Głową poleciała mi gdzieś na bok opadając na prawdopodobnie czyjeś ramię. Ups. Chyba Hikari będzie musiała jednak odebrać jedzonko. Biedny dostawca. Uśmiechnęłam się. Kraina snów zatrzasnęła na mnie swoje puchate łapki.

sobota, 6 lipca 2013

Rozdział 2

Nie ma to jak "miła" pobudka. Szczególnie, jeśli została spowodowana przez koszmarnie jasne i wkurwiające słońce. Jak słodko. Ojoj. Chyba się wzruszę. Wstałam z łóżka, o mały włos nie zabijając się o Hikari. Tak nawiasem mówiąc, co ona tu robi? Nie ważne. Potem będę się nad tym zastanawiać. Ruszyłam w kierunku kuchni. Kawy! Zaparzyłam sobie kubek mojego kochanego czarnego napoju, po czym weszłam do salonu. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. W tym momencie dostałam szoku i wyplułam kawę na rozpiętość jednego metra. No tak. Wiedziałam, że o czymś zapomniałam. Patrzyłam na słodko śpiących członków Akatsuki. Niezapomniany widok. Usiadłam na wolnym skrawku kanapy, który raczył zostawić Hidan. Spojrzałam na pilot, leżący na stoliku. Uśmiechnęłam się. Ten moment, gdy trzeba było tłumaczyć Tobi'emu, że telewizor wcale go nie wciągnie i nie pożre. Myślałam, że Hikari padnie ze śmiechu. Włączyłam sprzęt i ustawiłam na najmniejszą głośność. Dobrze wiem, co oznacza budzenie przez włączenie MTV na full. Straszne. Naprawdę straszne. Nie minęło nawet 15 minut, a w salonie pojawiła się Hikari. Zauważyłam w jej oczach złowrogi błysk. Nie oznacza to nic dobrego, Trzy sekundy później leżałam na podłodze z bolącymi czterema literami, a wredna złotowłosa siedziała na kanapie koło Hidan'a, śmiejąc się. Przyłożyłam palec do ust. Dajmy chłopakom jeszcze trochę pospać. Uśmiechnęła się, po czym przeniosła wzrok na Tobi'ego śpiącego pomiędzy Deidarą i Sasori'm.
- Ej, Noriko?
- Hymm?
- Ile doujinshinów SasoDei przeczytałyśmy?
- Całkiem sporo – przyjrzałam się dokładnie dziewczynie. - O co ci chodzi?
- Bo widzisz... Teraz tak jakby mamy prawdziwego Sasori'ego jak i Deidare, co nie?
- Ty chyba nie myślisz, że...
- Zeswatajmy ich - odpowiedziała mi z wielkim uśmiechem. 
Spojrzałam na nią jak na głupią. Przecież to nie może się udać. Prawda? No, ale… Próbować zawsze można. Hikari zeszła z sofy i stanęła na przeciwko Tobie'go. Złapała go za nogi i starała się wyciągnąć biedaka spomiędzy Sasori'ego oraz Deidary.
- Pomóż mi a nie się patrzysz - kręcąc z bezsilności głową złapałam chłopaka za jedną z nóg. 
Pociągnęłyśmy, gdy nagle Tobi obudził się i zaczął wrzeszczeć. Odskoczyłyśmy od niego na bezpieczną odległość.
- Kufa, co się dzieje?! – patrzyłam na właśnie obudzonego Hidan'a niewinnym spojrzeniem.
- Tobi się obudził i zaczął nagle się drzeć - oczywiście nie dodałam, że z powodu próby zaciągnięcia go gdzieś w kąt pokoju. 
Do salonu wlazła, prawdopodobnie zbudzona hałasem, cała reszta organizacji. Pain, patrząc krytycznym wzrokiem na zaistniałą sytuację, postanowił się odezwać.
- Ktoś wie, czemu ten deb... Tobi wrzeszczy? - razem z Hikari zgodzie pokręciłyśmy głową. - Rozumiem. Pewnie znowu przestraszył się telewizora... Która godzina? - Hikari szybko spojrzała na zegarek wiszący nad drzwiami.
- Za dziesięć dziewiąta – odpowiedziała. 
Przeciągnęłam się, po czym przeleciałam wzrokiem po nieogarniętych twarzyczkach ludu.
- To ja pójdę zrobić śniadanie - stwierdziłam i ruszyłam do kuchni. 
Zajrzałam do lodówki. No cóż. Widok raczej był skromny. Tym bardziej, że od wczoraj mam jeszcze dziesiątkę lokatorów. Szybko zrobiłam kanapki (ledwo starczyło chleba) i zaniosłam je na dwóch talerzach do salonu. Postawiłam żarełko na stoliku. Gapiłam się na niemrawe miny członków Akatsuki.
- No ja was kurwa nie otruje. Gorzej z Hikari, bo z nią to nigdy nic nie wiadomo. Jedzcie, ewentualnie będziecie chodzić głodni cały dzień - blondynka spojrzała na mnie spojrzeniem pełnym wyrzutu, po czym nadal się dąsając, zabrała się za jedzenia.
Mówiłam prawdę. Mojego byłego po jej ciasteczkach trzeba było wysłać do szpitala. Biedak. Po zjedzeniu śniadania, które tak jak mówiłam nikogo nie zabiło, zaciągnęłam Hikari na bok.
- Musimy iść na zakupy, bo lodówka świeci pustkami.
- Na dodatek trzeba chłopakom załatwić jakieś ciuchy. Z Konan problemu nie ma. Coś tam jej oddamy.
- Ta... Ile tak w ogóle mamy kasy?
- Ja mam jakieś 60 zł.
- Ja za to około stówy - spojrzałam z zrezygnowaniem na członków Akatsuki. 
Coś mi się zdaje, że czekają nas ciężkie czasy. Westchnęłam. Szybko umyłam zęby, uczesałam się i ubrałam. Spakowałam portfel i telefon do torebki. Wyrwałam komórkę Hikari wychodzącej z łazienki. Nie zważając na protesty dziewczyny oddałam ją Pain'owi.
- Jeżeli coś się stanie, to naciskacie ten, tu klawisz, potem ten i zieloną słuchawkę – Pain gapił się na telefon, jak na UFO. Sorry. Dla niego to było UFO - Próba generalna – powiedziałam a potem patrzyłam jak Pain uważnie naciska przyciski. Chwilę później słyszeć można było mrożącą krew w żyłach melodię. - Proste? Proste – jeszcze raz spojrzałam na Akatsuki gapiące się z uwielbieniem na komórkę. 
Złapałam Hikari za łapę i poszłam w kierunku drzwi. Blondynka zatrzymała się w progu.
- Potrzebuje ważnych informacji. Którzy z was mają mniej niż dziewiętnaście lat?
- Deidara i Sasori - raczył odpowiedzieć nam Hidan, z miną zdającą się mówić „Po chuj ci to wiedzieć”. 
W oczach Hikari zaczęły błyszczeć ogniki. Rzuciłam krótkie „Część” i „Nie zdemolujcie nam domu” Wyciągnęłam dziewczynę siłą z mieszkania. Po chwili zostałam obdarzona smutnym a jednocześnie karcącym spojrzeniem.
- Co to było z tym dzwonkiem z "Upiora w operze"? Zazwyczaj, gdy ktoś dzwoni, słychać u ciebie opening z Black Lagoon!
- Nastrajam się wtedy psychicznie na rozmowę z tobą...  – spojrzałam na Hikari niewinnie. -A tobie za to, po co był potrzebny ich wiek? – uniosłam jedną z brwi.
- Powiedzmy, że musimy złożyć wizytę Panu Ternackiemu – powiedziała tajemniczo, po czym radosnym krokiem ruszyła przed siebie. 
Po zakupieniu potrzebnych rzeczy w supermarkecie, (czyli tony żarcia i dziesięciu szczoteczek do zębów) poszłyśmy do lumpeksu by Akatsuki miało, w czym się światu pokazać. Po wojnie, jaką przeszłyśmy z resztą klientów, zdyszane i potargane, ale żywe dopadłyśmy do kasy i zapłaciłyśmy za ubrania.  Wepchnęłam Hikari z dwie siatki z ciuchami i chciałam skierować się w stronę domu, gdy zostałam brutalnie pociągnięta w przeciwnym kierunku.
- Gdzie ty mnie znowu ciągniesz?!
- Przecież mówiłam wcześniej. Musimy złożyć wizytę Panu Ternackiemu.
- A po co, w końcu, mamy go niby nachodzić? I to przed południem? W sobotę? Wyobrażasz sobie ten Armagedon, jeżeli go obudzimy?
- Oj nie będzie tak źle. A robimy mu wjazd na chatę, ponieważ chcę zapisać Deia i Sasoriego do naszego liceum – odpowiedziała ciągnąc mnie dalej.
- Co?! – wydarłam się. 
Kilka osób spojrzało się na nas, a jakaś babcia pokręciła z politowaniem głową. Gdyby wiedzieli, o co chodzi, nie byli by tacy zdziwieni. Szłam, a raczej biegłam za moją przyjaciółką do miejsca zamieszkania naszego wychowawcy. Ta… Uczniowie raczej rzadko nawiedzają domy swoich nauczycieli, ale to się zmienia, gdy twój wychowawca w każdą sobotę przychodził wypić z twoimi rodzicami kawę (ta… jasne… tylko kawę xD dop. autorki). Ternacki i mój tatuś zawsze byli dobrymi przyjaciółmi i dopóki Ternak mieszkał na zadupiu, gdzie się urodziłam to miałam okazję całkiem często go widywać. Szczerze mówiąc gdyby nie to, że chodzę do jego klasy to nie byłoby mowy o zamieszkaniu w Krakowie. Weszłyśmy na klatkę schodową jednego z bloków stojącego na osiedlu, na którym obecnie się znajdowałyśmy. Stanęłyśmy pod odpowiednim mieszkaniem. Nacisnęłam dzwonek do drzwi. Magiczne wrota się otwarły, a w progu staną nie, kto inny jak pracownik Specjalistycznego Zakładu Karno-Opiekuńczego Łączącego Analfabetów (w skrócie S.Z.K.O.Ł.A), zdobywca nagrody nauczyciela roku, wychowawca klasy IIa, Jan Ternacki. Uśmiechnęłyśmy się z Hikari uroczo. Łypną na nas spojrzeniem pod tytułem „Dajta mi święty spokój. Sio.” I uniósł prawą brew do góry.
- Czego?
- Dzień Dobry Proszę Pana! – krzyknęła Hikari.
- Dzień Dobry – dołączyłam się do powitania już z mniejszym entuzjazmem.
- Może i dobry. To cze…
- Oh, może wejdziemy. Przecież nie wypada tak trzymać gości w progu – blondynka uśmiechnęła się i wparowała ciągną mnie znowu za sobą, do mieszkania. Spojrzała na wszechogarniający chaos. – Powinien Pan znaleźć sobie żonę – stwierdziła.  
Wyraźnie podminowany już mężczyzna wziął głęboki dech. Czyli nie tylko ja muszę stosować te sztuczki by się uspokoić?                                                                                                                                                                                                               
- To może dowiem się w końcu, po co żeście tu przyszły?- nim zdołałam pomyśleć, jak by tu załatwić sprawę musiała odezwać się Hikari.
- Chcemy zapisać do naszej szkoły naszych znajomych z innego świata, którzy ostatnio do nasz przybyli –Ternacki gapił się jeszcze przez chwilę na dziewczynę i przeniósł wzrok na mnie.
- A tak na serio?
- Eeee – ach ta moja elokwencja. Westchnęłam. – Ja i Hikari, mamy kuzynów i oni mają być zapisani do, tego, naszego liceum i, ymmm, czy mógłby pan nam pomóc w załatwieniu pewnych formalności, względem pewnych okoliczności, które są dość niezwykłe i w ogóle…
- Do rzeczy, czasu nie ma!
- Pan załatwi formalności z dyrektorem, my użyjemy siły perswazji – tu spojrzałam na psychopatyczny uśmiech Hikari – i od poniedziałku będziemy mieć nowych uczniów klasie. Pomoże Pan? – uśmiechnęłam się z oczekiwaniem.
- A wyjdziecie stąd i dacie mi święty spokój, jak się zgodzę?
- Tak! – odpowiedziałyśmy z Małą Psychopatką jednocześnie.
- Niech wam będzie – odetchną z bezsilnością. – A teraz wypad!
- Do widzenia - powiedziałam i wyciągnęłam Hikari z pomieszczenia, by w końcu ruszyć w drogę powrotną do domu. 
Rozmawiałyśmy idąc urokliwymi uliczkami Krakowa. I to właśnie w tym momencie uświadomiłam sobie, że do jasnej cholery, spełniło się jedno z najbardziej nierealnych marzeń każdego fana anime. Spotkałam, a nawet teraz mieszkam z jednymi z moich ulubionych postaci. I to takim prawdziwymi. Z krwi i kości. Mogę porozmawiać z Itachi'm, pośmiać się z Tobi'ego, gapić się na klatę Kisame… STOP! Myśli schodzą na niewłaściwy tor. Tak czy siak, właśnie idziemy do mieszkania, w którym mieszka ze mną Akatsuki… O mój Boże… O, mam mroczki przed oczami. Hikari chyba skapnęłam się, że coś jest nie tak, bo spojrzała na mnie i zapytała:
- Wszystko w porządku?
- Tak. Po prostu dotarło do mnie parę spraw.
- Na przykład?
- Mamy Akatsuki na własność – Hikari posłała mi swój firmowy uśmiech.
- Więc chodźmy się nimi nacieszyć – zatrzymałyśmy się przy drzwiach naszego mieszkanka w jednej z kamienic niedaleko starego miasta.
- Nie uważasz, że jest coś za cicho? – zapytała.
- Tak, to podejrzane – przytaknęłam, po czy weszłam do domu. 
Zatrzymałam się, po chwili wstrzymując oddech.
- O, kurwa – stwierdziła Hikari. 
Chociaż lepiej bym tego nie ujęła. Kisame opłakiwał łososia, który leżał w zamrażalniku, Sasori rozmontowywał nasze drogocenne figurki, Kakuzu przeszukiwał dom w poszukiwaniu kasy, Deidara podcinał grzywkę czerwonymi nożyczkami Hikari, z jej ulubionej książki Konan robiła orgiami, a Pain grzebał w jej komputerze. Itachi grał na MOJEJ cennej, kochanej, czarnej gitarze, natomiast Hidan'a trzeba było ratować zanim wykrwawiłby się z powodu próby zabicia swojej osoby. Czy Hikari przypadkiem nie mówiła, że tutaj, kurwa, może zginąć?! Gdy myślałam, że sytuacja została mniej więcej opanowana z salonu dobiegł mnie krzyk. Szybko dotarłam do pomieszczenia i mało co się nie załamałam.
- Hikari-chan, Noriko-chan! Zetsu chce mnie zjeść! - krzyczał Tobi siedzący na szafie, u której stóp czaił się roślinopodobny członek organizacji. 
Zmrużyłam niebezpiecznie oczy i wzięłam głęboki wdech. W między czasie Hikari odsunęła się na bezpieczną odległość.
- ZA TRZY SEKUNDY WIDZĘ WASZ WSZYSTKICH W SALONIE! JUŻ! – Akatsuki potulnie usiadło na kanapie lub w jej okolicach. – Ustalmy sobie coś – wywarczałam. – NIE MACIE PRAWA RUSZAĆ RZECZY MOICH I HIKARI BEZ NASZEJ ZGODY! DO TEGO WYMAGAM OD WAS BYŚCIE, KURWA, ZACHOWYWALI SIĘ PO LUDZKU (tu spojrzałam na Zetsu i Kisame), BO WAM NOGI Z DUPY POWYRYWAM, JAK ZACZNIECIE ODWALAĆ JAKIEŚ AKCJE, WYKRACZAJĄCE POZA I TAK NASZE MAŁO WYMAGAJĄCE NORMY. TO NASZ ŚWIAT, WIĘC DZIAŁAMY WEDŁUG MOICH I HIKARI ZASAD! ZROZUMIANO!?  - odpowiedziała mi cisza. – Dziękuje. Idę zamówić chińszczyznę na obiad – odwróciłam się i sięgnęłam po telefon, po czym złożyłam zamówienie.

*********

Skruszone Akatsuki jest takie kawaii! Choć Itachi i Pain mogliby się bardziej przejąć. Mmm... Itachi bliski płaczu... Chyba muszę iść po chusteczkę. Chwila. Deidara jest przerażony, Sasori w sumie też. A gdyby tak...
- Hikari krew ci leci. - Konan patrzyła na mnie dziwnie
- Nie moja wina. To wszystko przez Sas... Zresztą nieważne.
Teraz to Sasori się na mnie gapił.
- Hikari-senpai myślała o czymś niegrzecznym. Deidara-senpai też tak wyglądał jak przeglądał gazety z gołą panią. Tobi jest dobrym chłopcem i powiedział tak jak kazał Hidan. Ale Hidan zabronił mówić, że to jego gazety.
Dzieciak wyglądał na zadowolonego. Za to ja zastygłam z otwartymi ustami, Deidara cały czerwony mamrotał tylko "Tobi, zabiję cię". Jednak to kosiarz zamienił słowa w czyny.
- Tobi! ZABIJĘ CIĘ! - jak powiedział tak uczynił.
Zaczęła się niesamowita pogoń. Zamaskowany chłopak uciekał przed mężczyzną, który nie wiadomo skąd miał w ręku swoją kosę. Reszta siedziała jak słup coli (a nie soli? dop. autorki), a po chwili zaczęli śmiać się tak głośno, że aż sam Kyuubi by się przestraszył. Nie licząc dwóch "poważnych" tylko Sasori wyglądał na zmartwionego. Ciekawe czemu? Pomyślałam o przyczynie i znów musiałam sięgnąć po chusteczkę. "A więc Deidara woli dziewczyny. Ach, to straszne. Co ja biedny teraz pocznę? Miłość mojego życia nigdy nie będzie moja.". Tak, to na pewno myśli marionetkarza... Przeklęty krwotok!
- Ech, niech na razie dalej się bawią.  - Noriko kontynuowała wywód - Pain, od poniedziałku musicie zacząć szukać roboty. Nie utrzymamy tylu osób z miesięcznych kieszonkowych.
- Noriko-chan! Może żeby łatwiej się dyskutowało zabiorę gdzieś Tobi'ego?
- Hm... To dobry pomysł. Tylko Hikari! Żadnych sal tortur, broni palnej i zwykłej, zbiórek gangu...(wiele, wiele zakazów później)... i żadnych wybuchów. Jasne?
- To co ja mam niby robić!?
- Weź go choćby do parku.
Nuuuudy.
- Dobra. Tobiasz'u, idziemy.
Wzięłam zamaskowanego pedała, tfu! chłopaka pod rękę i wyszłam.
- Tobi i Hikari-senpai idą na spacer! La la la! Trzymają się za ręce! La la la! Hikari-senpai lubi Tobi'ego! La la la!
Ta jego piosenka jest wkurzająca, ale podoba mi się.
- Słyszałeś co mówiła Noriko. Mam cię zabrać do parku, ale uważaj są tam okropne potwory! Mimo małych rozmiarów potrafią cię szybko doprowadzić do szału. Nie przejmują się nikim i niczym. Nigdy nie podróżują w pojedynkę. Na dodatek zawsze chodzą z ochroniarzami. A nazywają się... dzieci!
- Aaa! Tobi się boi. Ale Tobi obroni Hikari-senpai! Bo Tobi kocha Hikari-senpai!
Noż kurwa! Zaczynam naprawdę lubić tego idiotę! Jest słodki!
- Dzięki Tobi. - uśmiechnęłam się promiennie.
Szliśmy dalej nie zwracając uwagi na gapiących się przechodniów. Zachowywali się jakby nigdy nie widzieli dziewczyny śmiejącej się jak psychopatka z chłopakiem w masce przypominającej dynie, który zachowywał się jak pięciolatek. No, ale nie mogło obyć się bez urozmaiceń.
- Hoho. Nigdy nie sądziłem, że zobaczę Małą Psychopatkę w takiej sytuacji.
Zatrzymaliśmy się. Drogę blokowało nam pięciu osiłków z mojej szkoły.
- Oh. Pięciu Idiotów. Nie macie jeszcze dość po czwartkowym zdarzeniu? - zrobiłam krok naprzód, a Tobi schował się za moimi plecami.
- Miałaś szczęście. Jednak widzę, że ta trzęsąca się galareta nie ma zamiaru ci pomagać. - młody drgnął na te słowa.
- Nieprawda! Tobi pomoże! Tobi obroni Hikari-senpai, bo ją kocha! - zdziwiłam się na te słowa.
Wyszedł zza moich pleców i ustawił się w pozycji... bojowej? Dzielny dzieciak. Uśmiechnęłam się.
- Nie trzeba. Póki co to ja będę chronić ciebie. - zwróciłam się teraz do naszych przeciwników. - Chyba będę musiała złamać zakaz Noriko. Jednak nie pozwolę by ktokolwiek straszył moich przyjaciół. Pożegnajcie się z życiem. - mój uśmiech nie był już przyjazny.
Teraz nikogo nie powinien dziwić, że nazywają mnie Małą Psychopatką. Pokazałam zęby i zawarczałam cicho, uwielbiałam to robić. W tej samej chwili spod spódniczki wyjęłam nie duży nożyk. Idioci cofnęli się widząc to. Jednak teraz nic nie było wstanie mnie powstrzymać. Wykonałam wysoki wyskok, za wysoki jak na człowieka, ale kto by się przejmował zasadami grawitacji. Rzuciłam się na nich z twarzą Yuny z "Mirai nikki". Cóż za piękny krzyk, lubię go słuchać. Potrafi mrozić krew w żyłach. Mrrr. To było cudowne. Cholera! Poplamiłam białą bluzkę! Noriko będzie zła. Wyglądałam nie najgorzej. Krew pobrudziła mi tylko bluzkę i trochę ręce.
- Chyba jednak nie pójdziemy do tego parku. Przepraszam Tobi. - uśmiechnęłam się do dzieciaka, który wgapiał się we mnie jak w obrazek.
- Tobi się nie gniewa! Hikari-senpai była niesamowita! Możemy wrócić i Tobi opowie jak było!
Ta jego ekscytacja jest niemożliwa. Przytaknęłam i zaczęłam się kierować w stronę domu ponownie biorąc go pod rękę. Teraz ludzie gapili się na nas jeszcze bardziej, ale jednocześnie starali się to ukrywać. W końcu jestem psychopatką.
- Wróciliśmy! - Tobi natychmiast poleciał się przywitać
- Ustaliliście coś? - wszystkie oczy na mnie.
- Hikari! Co ty idiotko zrobiłaś!? Dopiero prałam tą bluzkę! - wiedziałam, że senpai się wścieknie.
- Noriko, nie powinnaś się przejąć bardziej tym czemu jest we krwi? - tym razem to Kisame się wtrącił.
- Spokojnie. Mogę się założyć o roczne kieszonkowe, że to nie jej krew. Kto tym razem?
- Phy! Piątka Idiotów. Co miałam zrobić? Obrażali Tobi'ego i mnie.
- Matko znowu oni. Mam nadzieję, że nic poważnego im nie zrobiłaś?
- Nie, choć miałam na to ochotę. - grymas zagościł na mojej twarzy.
Podszedł do mnie Hidan i objął ramieniem.
- No, no Hikari jestem dumny! - wyszczerzył się w moją stronę.
- Jashin był ze mną.
- Ach! Wiedziałem! Ty też się nawróciłaś na drogę prawdy!
- Tak, a teraz pozwól, że się przebiorę.
Wyminęłam go i poszłam do pokoju. Gdy już zdjęłam bluzkę zdałam sobie sprawę, że druga jest w salonie. Cholera, mówi się trudno. Weszłam do pokoju w samym staniku. Swoją drogą był bardzo ładny i skąpy. Biały i koronkowy. Usłyszałam wstrzymane oddechy. Spojrzałam na przedstawicieli płci brzydkiej.
- No co? Zapomniałam bluzki. - chwyciłam ubranie i skierowałam się z powrotem do siebie.
Już ubrana wróciłam do reszty. Miałam zamiar usiąść na kanapie, ale nijak nie mogłaby się tam wcisnąć. Wtedy kosiarz wyciągnął w moją stronę ręce, a ja bez zastanowienia przyjęłam zaproszenie. Rozsiadłam się wygodnie na jego kolanach opierając jednocześnie na torsie. Deidara patrzył na to z zazdrością co mi pochlebiało.
- I co ustaliliście podczas naszej nieobecności?
- Rozmawialiśmy o wstępnych zawodach dla wszystkich. Nie wliczaliśmy w to Zetsu z wiadomych powodów i Tobi'ego także z wiadomych powodów. Nie możemy tylko nic znaleźć dla Pain'a.
- Hm... - te moje głębokie zamyślenie - Mam! Pain na prezydenta! Pain sprawiedliwy!
Noriko pokręciła głową, Itachi zaczął przyglądać się Pain'owi, ten spojrzał na mnie jak na wariatkę, a reszta zaczęła się śmiać.
- Jak tak pomyśleć prezydent to zbyt wysokie stanowisko. - odezwała się Konan - Ale co powiecie na policjanta?
Chwila ciszy na zastanowienie i wszyscy pokiwali zgodnie głowami. Wszyscy oprócz obiektu tej dyskusji. Spojrzał na niebieskowłosą jakby chciał powiedzieć "I ty Brutusie przeciwko mnie?". Ale cóż poradzić? Pracować musi.
- Ha. Chyba pierwszy raz nie mogę się doczekać poniedziałku! - wykrzyknęłam radośnie.
- Hikari jestem zaskoczona. Co ci się tak nagle stało? - Noriko naprawdę wyglądała na zdziwioną.
- Jak to co? Przecież od następnego tygodnia do szkoły chodzą z nami Sasori i Deidara! Ach, będą mi zazdrościć tak fajnych hm... kuzynów. Ale nie dajcie się sprowokować! Będą na was naciskać z każdej strony, jednak mimo to nie powiecie skąd pochodzicie. Jasne?
- Tak, tak.
- No to świetnie. Hidan czy użyczysz mi swego ramienia abym mogła się przespać? Jestem cholernie zmęczona. - spojrzałam na niego wyczekująco.
- Jasne mała. Tylko nie śpij za długo, bo będę cię musiał tu zostawić i spać z tobą. Choć w sumie nie jest to taki zły pomysł. - posłał mi łobuzerski uśmiech.
- Może innym razem. A teraz zamknąć mordy. idę spać!
Wszyscy zamilkli jak ręką odjął. I to mi się podoba. Dobrze jest wzbudzać strach nawet w najgroźniejszej organizacji. Zanim odwiedziłam Morfeusza usłyszałam już tylko ciche westchnienie Noriko.