sobota, 23 listopada 2013

Rozdział 8

Światło. Bardzo wkurwiające światło.
- Niech ktoś wyłączy to słońce! - wyciągnęłam ręce, aby choć trochę obronić się przed tą śmiercionośną bronią.
JEB!
- KURWA! Moja głowa!
- Wybacz senpai! Nie zauważyłam tej półki, która akurat musiała na ciebie spaść!
- Zajebista pobudka. - mruknęła i zwlokła się z łóżka.
Wzięłam katanę i wyszłam z pokoju. Przed łazienką uformowała się spora kolejka. Westchnęłam i wyciągnęłam broń z pochwy.
- Mojżesz!
Morze Czerwone? To nic! Przede mną rozstępuje się całe Akatsuki! Spokojnie podeszłam do drzwi.
- Proszę, senpai. Ty pierwsza. - uśmiechnęłam się szeroko.
- Ach, jak dobrze być przyjaciółką największej psychopatki w domu. - łaskawie weszła do środka.
- Hikari-chan, mnie też mogłabyś puścić...
- Zapomnij. 
Chcieliby. Moje myśli pogalopowały na grzbiet wielkiego smoka.
- Sasori Deidarę zgwałcić chciał wiesz. Lecz niedobry blondyn nie zgodził się. Wtedy to Sasori tak go pierdolił, że w końcu zdechł. - śpiewałam sobie pod nosem tę uroczą piosenkę, którą znałam nie wiem skąd.
Paczali na mnie. Paczali zdziwieni. Paczali także zaskoczeni.
- C-co to jest? - twarz Sasori'ego zlała się z jego włosami.
- Hm? Przepełniony uczuciami utwór, który zrodził się niedawno w mojej głowie. - evil.
Czy wiecie jak brzmi ksztuszący się bóbr? Takie właśnie odgłosy wydawało Akatsuki, gdy wypłakiwało sobie ze śmiechu oczy. Tylko przyczyny naszych łez zaszyły się na końcu kolejki. Blondynek zaciągnął koszulkę pod samą szyję starając się zasłonić ostatnie malinki, które zostały mu po "upojnej" nocy.
- Uwielbiam cię Hikari. Uwielbiam.
- Nie ty jeden Kisame. - puściłam mu oczko.
- Hikari! Przypominam że jesteś już po ślubie! I to ze mną! - oburzył się Hidan.
JEB!
- Za co!?
- Chyba ci idioto mówiłam, że po pijaku się nie liczy! Nawet mi pierścionka nie dałeś! I jeśli chcesz żebym się zgodziła to musisz mi się oświadczyć pod sakurą!
- Wymagająca jesteś. - mruknął masując się po bolącej głowie.
Prychnęłam tylko i weszłam do łazienki, która właśnie się zwolniła.
Taka prawda. Jeśli facet mnie chce musi się wysilić. Choć może trochę przesadziłam z Hidan'em. No bo jak można nie uwielbiać takiego uroczego masochisty? Ma szczęście, że mam do niego słabość.
Westchnęłam, założyłam mundurek i wyszłam. No nie mogę! Dlaczego ten psychol jest taki słodki, gdy robi obrażoną minę? Podeszłam do niego i cmoknęłam go w policzek.
- Może dla ciebie zrobię wyjątek. - szepnęłam mu do ucha.
- Moja Hikari. - uśmiechnął się szeroko i objął mnie w pasie.
Noriko spojrzała na nas, a później jej wzrok na chwilę zatrzymał się na Itachi'm. Oj, już ja się postaram żeby ich połączyć. A gdy już obiorę jakiś cel nigdy nie odpuszczam. Przygotuj się Itachi!

***

Jedzie autobus. Czarny autobus. Kto pozna jego sekret? Problem jest taki, że jestem daltonistą. Bo ten autobus tak naprawdę jest czerwony.
- Młody człowieku, ustąp mi miejsca. - kulturalnie zwróciłam się do dresa.
- A ty co stara baba? Spierdalaj, bo ci wpierdolę! - spojrzał na mnie groźnie.
- Chyba się nie zrozumieliśmy. - przybrałam morderczy wyraz twarzy - Chcę usiąść. W tym miejscu. Więc jeśli nie chcesz żebym cię udusiła twoimi własnymi flakami to radzę ci wypierdalać z tego pojazdu.
I tu kończy się cała odwaga ludu JP. Wystarczy takiemu zagrozić wyrwaniem wnętrzności i już ucieka. Wygodnie rozsiedliśmy się na ostatnim siedzeniu. Znaczy tylko ja i senpai. Nie było więcej miejsc, a Sasori'ego i Deidary aż tak nie kocham. Przecież to zawodowi mordercy, niech sami sobie poradzą w miejskim autobusie. Jechaliśmy spokojnie AŻ do następnego przystanku. Jeden z nowych pasażerów wydawał się podejrzanie znajomy. Zobaczył nas i z zaciętym wyrazem twarzy zaczął iść w naszą stronę. Yaoi zadziałało instynktownie. Stanęli naprzeciw niego zasłaniając mnie i Noriko. I tak powinien zachowywać facet! Mr.Ktoś zatrzymał się i spojrzał na nas zza ochroniarzy.
- Jakiś problem? - głos Sasori'ego był jak lód.
- Nie do was dzieciaku. Kłopotem są te dwie. - tu wskazał na nas.
Wtedy doznałam oświecenia.
- Ach! To pan spod monopolowego!
- No tak! Ty to masz pamięć Hikari.
- Och, Przestań senpai! Bo się zarumienię!
SasoDei spojrzało na nas podejrzliwie.
- Rządam wyjaśnień! - zarządał Deidara.
- Już tłumaczę. Ten pan to pewien pan, który pewnego razu, pod pewnym sklepem, pewnie upijał się tanią wódką. - zaczęłam historię.
- A Hikari nie lubi się dzielić, więc ojebała go boskością naszego alkocholu.
- Dzieciaki w tych czasach nie mają szacunku do starszych! Żeby pić w tym wieku!
- Skończ już. I tak się nie podzielimy. - roześmiałam się głośno.
Zrobił obrażoną minę i uciekł gdzieś w kąt.
- No dobra, czas usiąść. - przeciągnął się Sasori.
Z wprawą przegonili jakąś dzieciarnie i wygodnie usiedli obok. Spokojnie jechaliśmy sobie dalej strasząc każdą osobę, która ośmieliła się zbliżyć do naszej Wielkiej Czwórki.

***

Radosnym krokiem weszłam do sali od religii. Żeby nie mieli do mnie żalu poczytam o księżach. A dokładnie o synu Szatana próbującym zostać egzorcystą. Naprawdę go nie rozumiem. Jest pół-demonem, dzieckiem największego kozaka w piekle. Ale i tak jak idiota się tego wypiera. Ja z chęcią bym z tego korzystała. Mieć taki fajny ogonek i móc palić się na niebiesko. Ach, chciałabym, chciała.
- Spokój! - ryknął Ternacki.
Co on tu robi? Nawrócił się? Dowiedział się, że jest synem Szatana i postanowił zostać egzorcystą?
- Wasz katecheta z wami nie wytrzymał i padł na zawał. Dlatego od dziś uczyć was będzie ksiądz z sąsiedniej parafii.
- Alleluja i do przodu!
- Zamknij się. Może pan wejść.
Czarna suknia suneła po podłodze. Światło odbijało się na łysej głowie. Twarz uśmiechała się łagodnie, czyli jak pedofil w przedszkolu. Cholerne deja vu! Już drugi raz widzę jakąś znajomą gębę! Toż to przecież...
- Ksiądz od serduszek!
Noriko nagły zwrot na niego. Nowy nagły zwrot na nas.
- WY!!!
- Powinienem się dziwić, że się znacie? - Ternak spojrzał wątpliwie.
- Janek! Ten osobnik gonił nas w samych bokserkach! Ale za to takich słodkich, w małe serduszka.
- Kolejny ksiądz-pedofil!?
- To nie tak! Ona kłamie! Okradli kościół!
- Chyba z przyzwoitości! - nasz kochany wychowawca nas broni!
- On miał widły. - mruknęła Noriko.
- Czemu w ten weekend muszę spotykać tylu idiotów!? - WoW Ternacki się wkurzył.
- A więc ten zboczony ksiądz nie jest pierwszy? Ty to masz pecha.
- Ta, jakiś pijak dzwonił do mnie w nocy twierdząc, że ktoś wziął ślub. I był na dodatek z policji! - zdaje mi się, czy widzę drgającą żyłkę na jego czole?
- He he he...
Zaczęłam się cicho śmiać, a Noriko odwróciła się żeby ukryć rozbawienie. Spojrzał na nas tym swoim wzrokiem seryjnego mordercy.
- Powinienem o czymś wiedzieć?
- Nieee.
- A skąd!
Pokiwał zrezygnowany głową i zwrócił się do gościa.
- Ja tego tak nie zostawię. - zmierzył go wzrokiem i wyszedł.
W momencie, w którym przekroczył próg zaczęłam się niekontrolowanie śmiać. Łezka czystego szczęścia wypłyneła z mego oczka.
- Porozmawiam z wami później, a teraz zaczynamy lekcję. 
Zakonnik starał się nas przestraszyć, ale coś mu nie wyszło. Radośnie zajęłam swoje miejsce i sięgnęłam po Mangę. Czas poznać sekrety Gehenny!
- Co ty sobie wyobrażasz!? - zignorowałam - Natychmiast schowaj tą książkę!
Spojrzałam na niego groźnie.
- Po pierwsze to jest manga. Po drugie chuj ci w oko, bo w dupę to przyjemność. Chcę czytać, więc będę czytać. Jeszcze jedno słowo, a przybiję cię do tablicy jak do krzyża.
Nowy, nie zna zasad, więc może mu wybaczę.
- Co....
- Niech ksiądz zamilknie. Ona nie żartuje. - szepnął ktoś z boku.
- ... Nie życzę sobię, abyś na moich zajęciach ignorowała mnie!
Powoli podniosłam się z miejsca.
- To koniec.
- Popełnił błąd.
- Urządzimy księdzu godny pogrzeb.
Zaczęłam iść w jego stronę. Noriko pokręciła tylko głową i spojrzała za okno. Reszta klasy odsunęła się jak najdalej żeby zrobić mi przejście. Standardowo sięgnęłam pod spódniczkę.
- Więc chcesz mnie uwieść!?
Przechyliłam głowę i uśmiechnęłam się jak typowy psychopata. Powolnym i pełnym wdzięku ruchem wyjęłam mój świeżo polerowany Noż. Uwielbiam ten moment, gdy ofiara zdaje sobie sprawę z sytuacji. W jej oczach pojawia się nagły strach. Większość to paraliżuje. Ja wolę, gdy się szarpią. To uczucie, kiedy twoje ciało spływa krwią. Czujesz jej ciepło. Zapach. Smak.
- Cofnij się! Groźby bronią są karalne! Bóg ci tego nie wybaczy!
- Przykro mi. Wierzę w Jashina. On kocha przemoc.
Z zamachem rzuciłam się w jego stronę. Słyszeć już można było tylko krzyk i dźwięk rozdzieranego materiału.

***

- Nie sądzisz, że trochę przesadziłaś? - Noriko spojrzała na mnie idąc korytarzem.
- Nieee. Widziałaś jak szybko uciekał? I jak krzyczał "To jakaś szkoła wariatów! Bóg wam nie wybaczy!".
- Taaak. I jeszcze te bokserki w żółte kaczuszki.
Radośnie wspominałyśmy to wydarzenie wracając z ostatniej lekcji.
- Muszę jeszcze iść do biblioteki oddać książkę. A ty idziesz ze mną. - wskazała na mnie palcem.
- WoW, stanowcza. Tylko czemu?
- Bo nie ufam, że spokojnie dojdziesz do bramy?
- ... Dzięki.
Westchnęła i pociągnęła mnie za rękę.
- Senpai, słyszałam, że jest tam nowy pracownik. - uśmiechnęłam się porozumiewawczo.
- Hmm... Ostatnio kręci się tam dużo dziewczyn.
Z szerokimi uśmiechami otworzyłyśmy tylne drzwi. Stał tam, czytając książkę, długowłosy mężczyzna w otoczeniu połowy "piękności" z naszej szkoły.
- Wygląda trochę jak... - zaczęłam.
- Itachi!
Śmiałam się cicho i aż zacierałam ręce z uciechy. Noriko zarumieniła się lekko i uśmiechnęła szeroko. Zakradłyśmy się do nich po cichutku. Dobrze, że Uchiha nie zwracał na nikogo uwagi, bo zauważyłby dużo przerażonych spojrzeń. Bezszelestnie weszłam na biurko i stanęłam za nim. 
- Twoja obrona spadła, Uchiha. - wywarczałam zmienionym głosem przykładając mu linijkę do szyi.
Instynkt wziął górę nad rozumem. Zawodowy morderca zadziałał od razu. Złapał mnie za rękę i przerzucił nad swoim ramieniem. Wyrwał mi broń (linijkę w Hello Kitty) i wycelował w moją pierś. Ja jednak nie byłam zwykłą amatorką. Jeszcze w locie przekręciłam się tak, że wylądowałam przed nim na dwóch nogach. Uśmiechnęłam się szeroko. Westchnął i odłożył śmiercionośne narzędzie. Spojrzałam na naszą publikę wpatrującą się w niego jak w obrazek.
- Paniom już podziękujemy. Itachi jest nasz. - warknęłam.
- Tak jest! - i tyle je widzieliśmy. 
Mój wzrok przyciągnęła książka leżąca na biurku.
- Serio? "Jak wytrzymać z bandą idiotów?"?
- Trochę teorii mi się przyda. - wzruszył ramionami.
- Okrutny. - mruknęła Noriko.
Zeskoczyła ze stołu na drewniane krzesło i splotła ręce za plecami.
- Akurat ty nie powinnaś mieć o to pretensji. Widziałem w twoim pokoju "Żyję z psychopatą-co robić?".
- Ups? W końcu mieszkam z Hikari od dwóch lat.
- To zrozumiałe. - pokiwał głową.
Nie zwracają na mnie uwagi. Nie byłabym sobą gdybym tego nie wykorzystała. Wywróciłam oczami i delikatnie kopnęłam krzesło, na którym stała Noriko. Zachwiała się i straciła równowagę. Przed upadkiem uchroniły ją silne ręce Itachi'ego. Złapał ją, choć trzymać jak księżniczkę już jej nie musiał. W sumie wyszło lepiej niż przewidziałam. Te urocze rumieńce na twarzy senpai są najlepszą nagrodą. Nawet Wielki Uchiha się speszył. Odwrócił wzrok i delikatnie odstawił ją na ziemię.
- To my już pójdziemy. - pociągnęłam Noriko za rękę i szepnęłam jej do ucha - Nie musisz dziękować.
Pocałowałam ją w policzek widząc wyraz jej twarzy i radośnie wyszłam głównym wejściem.


*********************

Razem z Hikari wyszłyśmy z biblioteki. Ja się pytam! Jakim cudem Itachi pracuje w bibliotece naszej szkoły od około tygodnia a my nic o tym nie wiemy... No dobra... Zapomniałam, że trochę jednak mnie w tym miejscu nie było... Pokręciłam głową i spojrzałam na tłum dziewcząt otaczający bramę naszej szkoły.
- Emm, Senpai?
- Nie, nie mam pojęcia o co chodzi. Użyj siły swojej perswazji to może się dowiemy.
- Dobra! - Hikari ruszyła przed siebie a tłumek przed nami zaczął się rozstępować. 

Normalnie jak Mojżesz. Ruszyłam zaraz za blondwłosą psychopatką. Like a boss. Wyszłyśmy przed wszystkich i zaczęłam powoli oganiać sytuację. Patrzyłam na Hidan'a otoczonego przez płeć piękną pochodzącą z i nie tylko naszej szkoły. Ba. Hidan z jakiegoś niewyjaśnionego powodu miał motor. Całkiem fajny tak nawiasem mówiąc.
- Hidan? Co ty tu robisz - Hikari podeszła do niego i przytuliła się. 

Tłumek wydał z siebie jęk rozpaczy.
- A tak przyjechałem zabrać cię na przejażdżkę.
- Dobra, a motor masz skąd? - bo powiedzmy szczerze, po przymusowym remoncie (ach, ta impreza życia) konto bankowe zaczyna świecić pustkami.
- Eee... Pożyczyłem od kolegi?
...
- Uznajmy, że to prawda. Dobra jedźcie, nikogo nie zabijcie i nie dostańcie mandatu, bo ukatrupię.
- Noriko, tak mi przykro, że muszę cię zostawić ale... - tu wzrok Hikari skierował się na pojazd - wiesz...
- Ta, ta. Do zobaczenia w domu. 

Hikari i Hidan pomachali mi i odjechali. Bez kasków. Jak się rozbiją ta nam mogą nie wypłacić kasy. Kur... Następnym razem ich upomnę. Tak czy siak, oj ja się jeszcze tym motorem przejadę. Oczywiście prowadząc. Tłumek rozszedł się w swoje strony, a obok mnie pojawili się Deidara i Sasori.
- Czy to był Hidan?
- Tak.
- I czy on miał motor?
- Tak. Uprzedzę kolejne pytanie. Nie, nie wiem skąd go ma. Idziemy? - Czerwonowłosy przytakną. Poprawiłam torbę i ruszyłam szybkim krokiem.
- Mówię ci po raz setny. Sztuka to eksplozja. Trwa krótko i dlatego jest taka piękna, niepowtarzalna.

- Sztuką jest to co trwa wiecznie. To prawdziwe piękno. Co nie Noriko?
- Phy, uświadom Sasori,ego jak bardzo się myli - spojrzałam na nich wyrwana że swojego świata.
- O czymś mówiliście? - odpowiedziały mi dwa facepalmy.
- Nie ważne - Deidara pokręcił głową. Wzruszyłam ramionami.
- Będziecie musieli do domu dojść sami bo muszę coś załatwić na mieście. I błagam. Prosto do domu. Nie neguje waszych zdolności ale na komisariat nie będę szła.
- Dobra, dobra. Nic się nie stanie.
- Na pewno?
- Jasne - spojrzałam z obawą na chłopaków. 

Pomachałam im ręką i skierowałam się w swoją stronę. Wyciągnęłam małą kartkę z kieszeni mundurka.
- Czyli mam najpierw zrobić zakupy - mruknęłam. 

Stanęłam przed przykładem jednej z kochanych polskich sieciówek. Biedronka. I jej nie aż tak niskie, ale znośne ceny. A to bardzo ważne w moim wypadku. Przyznajmy, klepiemy biedę. Ruszyłam na podbój półek. Wkładałam odpowiednie produkt do koszyka i wykreślałam je z listy. Hym. Jak Akatsukisie będą grzeczni to zrobię ramen. Podobno kiedyś wszyscy gotowali na zmianę. Przepraszam ale nie wyobrażam sobie Deidary w kuchni. Ani Zetsu. A tym bardziej Tobiego. Snułam się między półkami gdy nagle poczułam wzywający mnie głos dochodzący gdzieś z lewej. O nie. Tylko nie to. Stanęłam koło półki że słodyczami. Była tam ona. Czekolada z kawałkami pomarańczy kąpiąca się w blasku swej boskości. Zerknęłam ukradkiem na boki i sięgnęłam w stronę półki.
15 minutes later...
Spojrzałam na leżące na taśmie zakupy powoli sunące w stronę kasy. Kurwa. Nie żyje. Zapakowałam ostatnią czekoladę i pudełko lodów waniliowych do reklamówki. Przełknęłam ślinę.
- 98 złotych 30 groszy - wyjęłam portfel i z drżącą ręką odliczyłam odpowiednią kwotę. 

No to już na serio jestem trupem. Muszę jakoś przemycić tą torbę że słodyczami. Hikari i Kakuzu zbyt zadowoleni nie będą, że wydałam jedne z naszych ostatnich oszczędności na czekoladę, cukierki, żelki i pozostałe słodkie przyjemności. Wzięłam siatki w ręce i ruszyłam do domu. Może jak się podzielę to mi wybaczą... Telefon w mojej prawej kieszeni marynarki zawibrował. Odstawiłam reklamówki i sprawdziłam kto i po co wysłał do mnie SMSa.

1 nowa wiadomość od: Mama
Hej słońce. Właśnie przesłałam ci pieniądze na konto. Mam nadzieję, że do tego momentu nie głodowałaś (wiem ile możesz wydać na słodycze). Twoja ukochaną mama.

Jeszcze raz przeczytałam wiadomość i uśmiechnęłam się szeroko. Odwołuje grabarza! Jeszcze trochę po tym świecie pochodzę! Hymm. Ale mam ostatnio optymistyczne myśli. Za dużo dziwnych filmów. Złapałam w znów w rączki torebki i pognałam do domu. Otworzyłam drzwi i... Hymm...
- ... wy debile!
- To nie mogłeś zostać sobie w tym samochodzie?!
- Za siedzenie w samochodzie mi nie płacą!
- Ale strzelać to nie musiałeś!
- Wy zaczęliście... - wolałam ominąć kłócącego się Pain'a i Hidan'a. 

Nie wiem o co chodzi ale lepiej się nie wtrącać. Tym bardziej, że jak dojdą do kuchni to znając życie polecą noże. Weszłam do pokoju, rzuciłam torbę na łóżko i usiadłam do laptopa. A więc ile kochani rodzice kasy mi przelali? Spojrzałam na stan konta.
(O.o)
Ile? Nie dziabnęli się o kilka...set złotych... Patrzyłam na jedynkę której towarzyszyły trzy zera. Jakaś promocja czy co? Jeszcze raz spojrzałam na wyświetloną liczbę. Wstałam z krzesełka i odtańczyłam taniec szczęścia.
- Senpai? Co ty robisz? - wskazałam Hikari monitor łapką.
(*.*)
- Alleluja, alleluja, alleluja, alleluja, alleluuuuuja!
- Trzeba to uczcić!
- Imprez...
- Nie! - spojrzałam na nią z przestrachem.
- To może chociaż pójdziemy na pizzę?
- Dobra - westchnęłam. 
Jak tu nie odmówić tym wielkim błękitnym oczkom. Ten jej mylący wygląd aniołka. Ech. Nawet taki mały wypad jest u nas porównywalny z misją ataku na biały dom. - Weź ich poinformuj, że wychodzimy na żarcie. Ja pomyśle jak unormalnić Zetsu. 
- Hai!

***

Patrzyłam na efekty mojej 3 godzinnej pracy. Nie wiem ile podkładu i innych mazideł na to poszło, ale... Zetsu wygląda prawie jak normalny facet! Co nie zmienia faktu, że on raczej nie był z tego zadowolony.
- Nie musiałaś!
- Musiałam. Chcemy tym razem wyglądać w miarę normalnie.
- Ostatnim razem problemu z tym nie miałaś!
- No i właśnie ostatni raz zdecydował o tym, że trzeba zamaskować twoją... No to że normalny nie jesteś! Nie mam zamiaru znów znosić gapienia się ludzi bardziej natrętnego niż normalnie!
- To jak już skończyłaś to ja sobie pójdę.
- Jeszcze nie - Zetsu spojrzał na mnie podejrzliwie. Otworzyłam schowek na miotły. Jezu... Pain i Konan znów coś poprzestawiali. Hym. Gdzie ja to mam... - Jest! - uśmiechnęłam się i wyszłam ze schowka z sekatorem.
- O nie, nie! Nie ma mowy!
- Oj obetniemy tylko te sterczące listeczki i będzie już idealnie!
- Nie dostaniesz mnie! - Zetsu znikną za drzwiami salonu. 
Spojrzałam na przerośnięte nożyce w moich rękach. Ech... Za dużo przebywania z Hikari. Zaczynam być równie psychiczna jak ona. Rzuciłam sekator w kąt i spojrzałam na zegarek. Wzięłam ciuchy z mojego pokoju i zamknęłam się w łazience. Przebrałam się w granatowe rurki i czerwony t-shirt, poprawiłam makijaż i rozczesałam włosy. Wyszłam z pomieszczenia, do którego dorwał się od razu Tobi. Uniosłam majestatycznie brew i spojrzałam na grupkę stojącą w przedpokoju.
- Wszyscy gotowi?
- Jak Tobi załatwi to co miał załatwić to tak.
- Dobra - sięgnęłam po glany i zaczęłam je zakładać. - Ostatnie wskazówki. Zero walki, zero samookaleczenia i prób samobójczych, zero zjadania siebie na wzajem... Coś ominęłam?
- Zero chlania po kątach. To całkiem porządna knajpka. - Hikari spojrzała na wszystkich z wyższością. Przytaknęłam jej. Założyłam płaszcz.
- Ok. Idziemy! - wypuściłam wszystkich z mieszkania i zamknęłam je na klucz.

***

- Boże Święty, Tobi wiem że się cieszysz, ale przestań do cholery skakać.
- Ale Tobi to dobry chłopiec - spojrzałam w załzawione oko i dałam sobie z tym spokój. 
I tak to nic nie da. Zerknęłam na kolorowy szyld pizzerii.
- Dobra, wejdźcie, tylko jak ludzie a nie jak bydło, jasne?
- Oj przecież, aż tak z nami źle nie jest. Prawda?

- Polemizowałabym, ale skończmy temat.
- Eee... Co to znaczy polelinezonowała? - uniosłam oczy ku górze. 
God, why? Weszliśmy do lokalu, który szczerze mówiąc strasznie mi się podobał. Czerwone ściany z namalowanymi w różnych miejscach czarnymi wzorami nadawały lokalowi klimaty. Na przeciwko wejścia stała drewniana lada zza której dochodziły nas przyjemne zapachy. Usiedliśmy przy jednym ze szklanych stolików. Podeszła do nas kelnerka i podała nam menu. Hidan uśmiechnął się do niej, ale od razu przestał gdy zobaczył minę Hikari.
- Dobra, to co zamawiamy?
- Coś najtańszego - spojrzeliśmy na Kakuzu z pod byka.
- To może Mexicano?
- Nie lubię ostrego.
- Szynka, pieczarki, ser?
- Nie lubię pieczarek...
- To może...
10 minutes leter...
- To kurwa bierzemy Margherite i tyle!
- Dobra.
- Dobra.
- Tak, najtańsza! - krzyk radości Kakuzu został zignorowany. 
Wyjęłam pieniądze z portfela.
- Hikari. Idziesz, zamawiasz trzy... Cztery pizze, wyłudzasz promocję i wracasz do nas bez niepotrzebnej rozróby. Understand?
- Hai Senpai! - blondwłosa wstała i przybierając psychopatyczny uśmiech podeszła do kobiety stojącej przy ladzie. 
Hidan za to wpatrzył się w nią z uwielbieniem. A raczej, co stwierdziłam podążając za jego spojrzeniem, na jej tyłek. Pokręciłam głową z politowaniem. Hikari wróciła do nas wyraźnie zadowolona.
- Czyżbyś odreagowała?
- Załatwiłam 40% zniżki.
- Ha! Dobrze! - przybiłam z blondynką piątkę.
- Wasze zdolności dyplomatyczne są godne podziwu - wow! Pain nas pochwalił.
- Lata treningu i talent wrodzony - Hikari uśmiechnęła się słodko.
- Głodny jestem!
- Tobi też!
- Kisame, wytrzymasz.
- No właśnie nie!
- To zjedz serwetkę.
- Papieru nie zjadam!
- Papier jest zrobiony z drewna, więc potraktuj ja jako sałatkę. Taka mini przystawka - czyżby genialne kłótnie Zetsu vs Kisame part 245355?
- Sam sobie zjedz.
- Swoich nie zjadam. Jestem 100% mięsożercą.
- A pizzę to zjesz?!
- Pizza to co innego!
- Niby pod jakim względem.
- Bo to pizza? - Pain raczył 
wtrącić się do tej "dyskusji".
- No właśnie.
- Margherity dla panienki Hikari!
- A podejść z nimi to nie mogli? - Hikari zaczęła się chyba wczuwać.
- Dobra, idę je odebrać - wstałam z krzesełka i podeszłam do lady. 
Spojrzałam na pizze. Jednego nie przemyślałam. Jak ja uniosę cztery wielkie placki ciasta z dodatkami?
- Ktoś mógłby tu podejść i pomóc mi donieść do stolika żarcie? - właśnie miałam zamiar majestatycznie unieść jedną brew, jednak za nią powędrowała druga. - Kisame co ty do cholery robisz!? - nasza kochana niebieska rybka właśnie stała przed akwarium. Bez koszulki, dodatkowo właśnie pozbywała się spodni... - Hikari! Czy mogłabyś z łaski swojej ogarnąć wszystkich!?
- Nande?
- Bo Kisame zaraz będzie się bawić w Haru z Free?
- Ale...
- Hikari!
- Już, już - blondwłosa brutalnie wybiła niebieskiemu pomysł pływania w akwarium. Prawym sierpowym.
Zaniosłam pizze na dwie tury starając się nie spuszczać Akatsuki z oczu. Usiadłam i uśmiechnęłam się czule do pizzy. Po głośnym, zbiorowym "Ittadakimasu!" zabraliśmy się do jedzenia. A teraz zapraszam was do bitwy o ostatni kawałek.
- O nie, Uchicha. Nie dostaniesz go - Hikari nie darowała sobie przyjemności w uczestniczeniu w tej walce.
- Jesteś tego pewna?
- Tobi też chce ten kawałek!
- Zamknij się dyniogłowy!
- Pain! Jak ty się zwracasz do mojego adoptowanego syna? - spojrzałam z bezsilnością na... Pusty talerz?
Rozejrzałam się dookoła. Uniosłam wysoko brwi... No tak. Sasori i Deidara przeżuwali właśnie po połówce ostatniego kawałka Margherity.
- Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta - Konan użyła jakże mądrych słów, i wróciła do siorbania Coca Coli.
- Ej! Stop! Gdzie. Jest. Pizza? - Hikari devil mode on? 
Sasori i Deidara delikatnie odsunęli się na bok. Siedem spojrzeń gapiło się nienawistnie w talerz. Reszta albo cierpiętniczo patrzyła na to wszystko (me), albo modliła się o to by prawda nie wyszła na jaw (Sasori i Deidara), albo miała wszystko w dupie (Konan i Zetsu).
- Kto zeżarł Pizze?!
- ...
- ...
- ...
- Wy się pokłóćcie a ja odniosę talerze - mruknęłam. 
Odłożyłam naczynia w odpowiednie miejsce. JEB.
- Hikari, Pain! Odłóżcie noże! W tej chwili. I postawcie stolik prosto. Sofę też. Deidara wracaj tu! - mój krzyk rozległ się po lokalu. 
Odchrząknęłam i już normalnie zaczęłam mówić do kelnerki.
- Przepraszam za nich. Nie są dostosowani do życia w społeczeństwie. Wie pani, taki mały wypad rekreacyjny. Jak widzę szkód nie wyrządziliśmy, więc pójdziemy - wypadłam przez drzwi na zewnątrz, a za mną reszta idio... Akatsuki. 
Się znalazła organizacja przestępcza. Którą z łatwością rządzi teraz jedna nastolatka. Czy ja naprawdę jestem taka straszna? Chyba mi to schlebia.
- Idziemy do domu...
- Mogę z siebie to zmyć? - Zetsu spojrzał na mnie błagalnie wskazując na swoją "charakteryzację".
- Jak już wrócimy - westchnęłam i ruszyłam przed siebie.

***
- Obejrzymy film?
- Jaki?
- "Ring"!
- Dobra! - zgodziłam się bez wahania.
 Wszyscy domownicy usiedli na kanapie. Nasz mały horror się zaczął.
- No nie mówcie, że to wszystko przez tą facetkę.
- Oglądasz ten film to chyba raczej się skapnąłeś.
- Nadal po prostu nie rozumiem jak to możliwe?
- Zamknijcie się. Zaraz będzie najlepsze - syknęłam. 
Po pojawieniu się napisów końcowych, przeciągnęłam się i ziewnęłam.
- I jak się podobał seans?
 
- Tobi mówił, że telewizory to zło... To ZŁO! - wszyscy spojrzeliśmy na zamaskowanego i stwierdziliśmy jedno. Wybraliśmy zły film. Kurwa...

wtorek, 12 listopada 2013

Nowy blog

Zasmucę was, ale to nie nowy rozdział :D. Pojawi się jak tylko porządnie zmotywuję Noriko do dopisania tych ostatnich kilku zdań. Jednak nie o tym teraz! Jeśli po naszym opowiadaniu wasza psychika jeszcze nie jest całkowicie zagracona zboczeniami Hidan'a, idiotyzmami Tobi'ego i innymi dziwnymi rzeczami to polecam gorąco pewien blog. Powstał nie dawno, a autorka jest naszą dobrą znajomą, więc nie spodziewajcie się głębokich przesłań i filozoficznych mów :P. Nie dotyczy on Naruto, ale gry zwanej Dragon Age. Nie wymaga jej znajomości. Jest dziwne, zboczone i humorzaste, czyli to co lubimy najbardziej. W dużym skrócie fabuła opiera się na przeniesieniu głównej bohaterki - Cleo - do średniowiecznego świata, gdzie panują zupełnie inne reguły. Mężczyźni jeżdżący na czymś przypominającym łosia są tam na porządku dziennym, a zboczone elfy-mordercy to coś całkiem normalnego. Cleo pozna dużo nowy... osobowości, co niekoniecznie wyjdzie jej na dobre. No bo przecież skrytobójcy czekający za każdym drzewem to nic złego.

Zwiadowcy Króla

Miłego czytania.

wtorek, 5 listopada 2013

Rozdział 7

Hezus Maria! Co za ból! Czy mój szanowny łep, może mnie przestać napierdalać? Wody! Otworzyłam moje pozlepiane oczka. Od razu zaczęłam tego żałować. 
- Słońce! Odejdź z tego świata. Co z tego, że bez ciebie ów świat zginie? Przynajmniej nie będziesz budził, biednych, skacowanych ludzi - ponownie uchyliłam powieki i rozejrzałam się dokoła. – O kurwa… Tego, co widziałam nie dało się określić innymi słowami. Zdezelowani członkowie Akatsuki spali w salonie. A raczej w pomieszczeniu, które kiedyś salonem było. Spróbowałam przypomnieć sobie, jakim cudem rozpierdoliliśmy​ go w drobny mak. Niestety znalazłam tylko pustkę. No… Impreza była niezła. Ostatnie co pamiętam to jak Pain starał się nas dowieźć do domu. Ze skutkiem rozwalenia samochodu i potrącenia… Czegoś. Podniosłam się odkopując swoje nogi z puszek po piwie i skierowałam się do kuchni. Nawet nie skomentowałam urwanego żyrandolu, masy niedopałków i kawałków naczyń. Sięgnęłam po jedyną ocalałą szklankę i nalałam sobie wody. Odetchnęłam i z nowa siłą wróciłam do salonu. O nie… Ja sama tego sprzątać nie będę. Chociaż po dokładnym przyjrzeniu się, stwierdzam, że nie mam takich możliwości. Do ogarnięcia tej ruiny potrzeba będzie ekipy remontowej. Spojrzałam na aparat leżący przy resztkach stolika na kawę. Ciekawe czy jeszcze działa. Nacisnęłam guzik włączania. Z ciekawości weszłam do galerii. Ciekawe jak wyszły zdjęcia… A. Zaraz, zaraz. Kiedy my zaczęliśmy pić/chlać sake? I kiedy Tobi zaczął się topić. Kliknęłam strzałkę i przewinęłam do kolejnego zdjęcia. Wstrzymałam oddech. Wspomnienia z dzisiejszej nocy wzmogły swój atak. Ze zdwojoną mocą.

*******************

"- Dobra, sprawdzam.
- Full.
- Para dwójek...
- Kareta z asów - pokazałam swoje ładne ząbki.
- Mały ful.
- Dwójka króli.
- Deidara?
- Nic....
- Ha! - uśmiechnęłam się szeroko. Patrzyłam jak zdejmuje prawą skarpetkę. Jak łatwo było ograć naszą blondyneczkę. Szczególnie, jeśli wszyscy kantują a on o tym nie wie. Kolejne rozdanie. Kurrr... Nic nie mam. Sięgnęłam do mojej paczki chipsów. Dobra... Dorzuci się asa i Królową i mamy małego fula. Wybrałam odpowiednie karty z pomiędzy pojedynczych chipsów. A nie mówiłam, że oglądanie Death Nota się przyda.
- Dobra, dodatkowo podbijam wszystko o 1 tom "Fullmetal Alchemist".
- To ja dorzucam moją kostkę do gry na gitarze - a co!
- Okej, to ja sprawdzam - spojrzałam na karty pozostałych graczy... Hymm, coś mi tu nie gra.
- Ile ogólnie w tali jest asów?
- Osiem?
- A nie pięć?
- Ta, jasne, cztery. Osiem.
- Chyba, masz racje, osiem. Wracając, Kisame, jako posiadacz tylko karety dwójek (Deidara miał karetę trójek) pozbywasz się koszulki. W końcu.
- Wale to, nie gram. Dlaczego tylko ty i Hikari macie na sobie komplet ciuchów?
- Bo mamy farta i tyle. Nie gadaj tylko bierz kolejnego browara i graj.
- A liczyłem, że polampie się na Hikari w samym staniku - usłyszałam gdzieś z boku głos Hidan'a.
- Hidan! - o ho. Hikari widocznie też to słyszała. - Idziemy na naszą kłótnie przed małżeńską.
- O ile zdejmiesz bluzkę to pójdę - usłyszałam uderzenie i patrzyłam jak Hikari ciągnie białowłosego w stronę kuchni.
- Bez względu, na to, co macie zamiar tam robić zostawcie po sobie względny porządek! - krzyknęłam zanim blondynka zamknęła drzwi.
- To wracamy do gry? - zerknęłam na Sasori'ego. No tak... Deidara został w samych gaciach. Uśmiechnęłam się.
- Jako najlepsza przyjaciółka Hikari przejmuje jej karty!
- Jako ryba przejmuję karty Hidan'a!
- Ej! Mnie, jako czerwonowłosemu bardziej przysługują te karty!
- Rozdzielcie te karty na pół i tyle!
- Dobra - usłyszałam dźwięk dartego papieru.
- No i spokój.
- Okej, Sasori rozdawaj.
Hymm. O rzesz! Mam pokera. Muhahaha! Pierwszy tom Fullmetala jest mój!
- Sprawdzam!
- Fiuuuu... Tak czy siak Deidara ściągasz gacie... Kisame, przykro mi, ale mój serduszkowy poker jest lepszy od twojego serduszkowego pokera. Wylosowałam go od razu, nawet nie kantowałam.
- No dobra... Swojego musiałem wyciągnąć z pod dywanu.
- Kantowaliście! - spojrzałam bez mrugnięcia okiem na Deidarę. Ta, doujinshi nie kłamią, co do jego ciała...
- Wcale nie kantowaliśmy! Po prostu graliśmy według innych zasad, których nie rozumiesz - prychnęłam i mrugnęłam do Sasori'ego. - Hikari! - potargana blondynka powróciła do salonu.
- Tak? - wskazałam na blondyna. 
Na jej twarzy pojawił się psychopatyczny uśmiech.
- W końcu?
- Ta.
- To gramy od nowa?
- Tak!
- Nie! - rozpaczliwy krzyk Deidary rozniósł się po okolicy.

**********************

Ominęłam roztrzaskany przez Tobi'ego telewizor. Biedak w końcu nie wytrzymał. Trzeba go będzie wziąć na jakieś badania psychiatryczne. Westchnęłam. Sięgnęłam po jakąś butelkę stojącą na stoliczku. Oooo. Wisky. Obróciłam ją etykietką do siebie.
- Wisky, moja żono! Tyś najlepszą z dam!
Hikari sięgnęła po wyborową.
- Chryzantemy złociste w półlitrówce po czystej, stoją na fortepianie i nie podlewa ich kurwa nikt!
- Przybieżeli do butelki we czterech, kupili se na zakąskę serdelek. Chwała alkoholowi, wódce, spirytusowi a potem, pod płotem! - Pain spojrzał na nas i chwilę pomyślał.
- Ja, uwielbiam ją, ona tu jest i tańczy dla mnie... - sięgnęłam po pustą puszkę i walnęłam go w łeb.
- Ała, za co?
- Kurwa, jeszcze raz usłyszę tą piosenkę i zajebie. Skąd ty to w ogóle znasz?
- Wczoraj w radiu leciało. I dzisiaj też. Rano... I jakieś dziesięć minut temu. Do tego sąsiadka to puściła... Tak jakoś w głowę się wbija.
- A nie mówiłam, że ta piosenka robi ci wodę z mózgu - Hikari spojrzała na mnie z wyrzutem.
- Taaaa. Tylko ty twierdziłaś, że pójdziesz rozpierdolić NASA, za to, że chcieli zrobić Polakom pranie mózgu.
- Nie, za to, że muszą robić to w tak lipny sposób.
- Tak czy siak chciałaś ruszyć na NASA z samą kataną.
- Nie tylko z kataną. Chciałam też wziąć czołg od ruskich i zbuntować przeciwko nimi kosmitów, na których przeprowadzają eksperymenty.
- No chyba, że tak. Tylko nie sprowadzaj zielonych później do nas. Mamy już dość lokatorów.
- Ale jak by był to taki fajny, bishowaty...
- Dobra, ale ty go wykarmiasz.
- Oki - Hikari podniosła się.
- A ty gdzie?
- Po czołg od ruskich.
- Tych, co mieszkają obok w blokach?
- Nie, od pierogów z zamrażalki...

***************************

Pięknie księżyc świeci... I gwiazdki... I samoloty... A nie. Samoloty się palą. Tak czy siak widoki z naszego balkonu są piękne. Wzięłam pustą butelkę Jacka Danielsa, którego wychlałam jakieś dziesięć minut temu i zrzuciłam na ulicę. Ale ładnie się rozprysła. Wiedzeni pięknem odgłosu rozbijanego szkła przybiegli do mnie Itachi, Pain, Kakuzu i Konan. Hymmm... Ciekawe. Zjazd osób w miarę normalnych czy co? Oparłam się o barierkę i patrzyłam w dół.
- O, palący się samolot - Konan też jest jednak spostrzegawcza.
- A nie, świecący się? - westchnęłam i wskazałam Pain'owi odpowiedni kierunek. - A nie, jednak miałyście rację. 
Uśmiechnęłam się.
- Romantycznie nie?
- Tak ten samolot dodaje uroku księżycowi - Itachi mnie rozumie. 
Ach ta magia bratnich serc. Przynajmniej mam taką nadzieję.
- Mam pomysł. Napiszmy wiersz! - spojrzeliśmy na Pain'a jak na chorego. Boże, co on pił. I co brał. Konan dotknęła czoła rudowłosego.
- E, psyt... Noriko, temperatury nie ma. Jak myślisz, co mu się stało?
- Nie wiem, zależy jak układają się wasze stosunki w łóżku.
- O CZYM W KURWA ROZMAWIACIE?!
- O tym czy możliwe jest byś obudził w sobie duszę romantyka.
- ...
-...
-...
- HAHAHAHAHAHAHAHA​HA! - wszyscy wybuchliśmy śmiechem, który zbudził, co najmniej połowę Krakowa. Otarłam łezki rozbawienia.
- Bo romantyzm jest dla nielicznych - stanęłam na barierce trzymając w lewej ręce butelkę Lecha rzuconą mi przez "Naszego wspaniałego lidera". 
Zachwiałam się lekko. Poczułam mocny uścisk na mojej tali. Odwróciłam się. O, Itachi jednak nie chce bym się spierdoliła. Kochany! Rozłożyłam rączki i krzyknęłam standardowy tekst:
- Jestem panem świata!
- A nie panią?
- Jeden chuj, zła odmiana - wyszczerzyłam się. 
Upssss. Jednak po takiej ilości alkoholu moja, jak i Itachi'ego równowaga są na niskim poziomie. Coś za mocno przechyliłam się do tyłu i poleciałam na resztę ludzików.
- I twój romantyzm pierdolną o podłogę.
- Nie! W romantyczny sposób zgasł jak te płomienie na samolocie.
- A gwiazdy nadal świtają i świtać będą.
- Świecą.
- Nie, bo płoną!
- I weź tu żyj z romantykami!

******************

- Hikari! Ale ja cię proszę. Tylko taki mały. Do bielizny! – jeb. – Ała! Ale no proszę!
- Hidan, nawet nie myśl, że zrobię ten striptiz! – spojrzałam na tamtą dwójkę znad kolejnego kieliszka. 
Sięgnęłam po papierosa i odpaliłam go moją ulubioną zapalniczką.
- Słońce! Jeśli chcesz, aby Hikari zrobiła ci „ten Striptiz” to musisz zaproponować coś w zamian – zaciągnęłam się. – Inaczej ci nie wyjdzie – uśmiechnęłam się szyderczo.
- Prędzej Deidara pocałuje się z Sasori'm niż zobaczymy Hikari na stole – Kisame odburkną spod stołu.
- Dobra! – Hikari podniosła się z łóżka. 
Na twarzach wszystkich pojawił się wielki znak zapytania.
- Zatańczę jak Deidara i Sasori się pocałuuuują! - Przerażające (męska część towarzystwa) i oczekujące (ja i Hikari) spojrzenia skierowały się na wspomnianą wcześniej dwójkę. 
W oczach Sasori'ego pojawił się błysk.
- Deidara! Jeden całus, a zobacz, jaka nagroda! – zaciągnęłam się i wstrzymałam oddech w oczekiwaniu na odpowiedź. 
Blondyn spojrzał na wszystkich zamglonymi oczami. 
- Eee… Dobra? – nim się obejrzał całował się już namiętnie z czerwonowłosym. Odpaliłam kolejnego papierosa przyglądając się tej słodkiej scence! O! Jakimś cudem przeszli do innych części ciała. Nie no, ale żywego yaoi to się nie spodziewałam… Moje gapienie się przerwała Hikari wchodząca z miotłą na stół. 
- Noriko! Podkład!- sięgnęłam po swój telefon i włączyłam pierwszą lepszą piosenkę.
„Między niebem i piekłem
Pośród słynnych bezdroży.
Co je lotem starannie omija duch boży.
Stoi karczma stara, w której widma opojów…” [1]
Wszyscy spojrzeli na mnie.
- No co? Miałam dać podkład to dałam! A jaki to już moja sprawa! – Hikari wzruszyła ramionami. 
Zaczęła okręcać się wokół miotły i powoli ściągać jedną z pończoch. Odpaliłam entego tam z kolei papierosa. Muszę pomyśleć o pracy kadzidełka. Nie jest zła. Siedzisz sobie na szafce/biurku/pó​łce i wypalasz zapachowe coś tam. Tylko ciekawe czy szybko umierasz… Szczerze mówiąc te kadzidełko to same ziółka, więc co najwyżej odlecisz. Hikari ściągnęła bluzkę na co faceci zareagowali bardzo żywo. Nagle miotła została odrzucona, a blondynka złapała się żyrandola. Patrzyłam się jeszcze jak żyrandol kręcił się w te i we w tę. A że żyrandol raczej nie lubi jak używa się go, jako huśtawki to nie wytrzymał. Biedak. Hikari podniosła się, otrzepała i krzyknęła:
- Kto jest za tym by następnym razem Noriko zajęła się striptizem? – dziesięć łapek powędrowało do góry. 
Wrzuciłam ostatni niedopałek z tej paczki do popielniczki.
- Przynajmniej załatwcie mi lepszy podkład.
***

[1] Żywiołak - Psychoteka

****************************

- Wychodzę! - oznajmiłam i sięgnęłam po klamkę od drzwi.
- Senpai! Nie pozwolę w ten mrok iść ci samej. Wychodzę razem z tobą! A Hidan i Itachi będą nas bronić jak damy w opałach. 
Wybuchłam niekontrolowanym (w tym stanie w ogóle coś kontroluje?) śmiechem. Hikari ma ktoś bronić? Jasne. A Zetsu nie jest kaktusem. Wyszłam z mieszkania i chwiejącego się zeszłam po schodach. Wypadłam na zewnątrz kamienicy. Zaśmiałam się głośno. Rozłożyłam ręce i obróciłam się kilka razy dookoła na koniec wywalając się majestatycznie. Hikari podała mi łapkę. Stanęłyśmy na przeciwko siebie. Nucąc pod nosem jakąś melodyjkę zaczęłyśmy tańczyć coś, co w ostateczności można było nazwać walcem. Zakończyłyśmy nasz wspaniały popis pięknym ukłonem w stronę Itachi'ego i Hidan'a, którzy zwijali się że śmiechu. Po chwili dołączyłyśmy.
- Idziemy do tańca z gwiazdami! - Hikari spojrzała w niebo. - Nie tymi! Takimi z tefałenu! 
- A! To ułatwia sprawę... - radosnym krokiem Czerwonego Kapturka, którego zje wilk, ewentualnie przejedzie osobówka (chamy) ruszyłam przed siebie. Tralalalalala...
JEB!
Kurwa, kto tu postawił tą jebaną doniczkę! 
- Noriko, jak mogłaś zabić te biedne kwiatki?
- Co jeśli to rodzina Zetsu!?
- W takim razie idziemy odprawić za nie mszę w kościele!
Ruszyłam przed siebie dając początek konduktu pogrzebowego biednych kwiatków. 
- Kto zna jakąś pieśń pogrzebową?
...
- Tak myślałam.
W ciszy doszliśmy do jakiegoś pobliskiego kościoła. Podeszłam do drzwi i próbowałam je otworzyć. 
- Zamknięte!
- I jak teraz się tam dostaniemy? 
- Od tyłu?
...
- Itachi, ty geniuszu! 
- Tak na mnie mówią - poszliśmy na tyły kościoła. Oczywiście całkowicie po ciemku.
- Hidan zabieraj tą łapę z mojego tyłka 
- Eeeeee...
- Bo wylądujesz w szpitalu.
- Do psychiatryka od razu cię przyjmą.
- Gdzie? Kur... Co to jest? - próbowaliśmy dostrzec co takiego Hidan trzyma w rękach. Z marnym skutkiem.
- Ma ktoś latarkę.
- Nie.
- To może podejdziemy do lampy ulicznej by zobaczyć?
- Noriko ty też jesteś geniuszem  - podreptaliśmy w stronę światła.
- Hikari... Czy to jest to co myślę?
- To te ubranko co w nim ksiądz łazi ne? 
- Tak... To się nazywało... Eemm?
- Chuj z nazwą, w końcu spełni się nasze marzenie - obie spojrzałyśmy na Hidan'a.
- Hidan?
- Tak kochanie moje Hikari.
- Itachi, masz za zadanie go w to wcisnąć. Możesz użyć siły.
- Ok.
Zobaczyłyśmy jak Itachi z kamienną miną (chociaż miałam wrażenie że się przez chwilę radośnie szczerzył) i zrozpaczony, półprzytomny Hidan'a znikają za ścianą. Po kilku minutach błagań mogłyśmy się del... delk... delkte... Cieszyć się widokiem Hidan'a w sutannie.
- To skoro mamy księdza to możemy zrobić pogrzeb. 
- Sataniści jebani won z ziemi świętej - wszyscy spojrzeliśmy w stronę z której dochodził krzyk.
- Ładne majtki! Te serduszka są takie kawaii! - Hikari ma rację. 
Chociaż... Cóż ksiądz nie ksiądz tak czy siak te widły sprawiają, że czuje się nieswojo.
- Już, spadać mi stąd bo poznacie smak hiszpańskiej inkwizycji! 
- Ale to Polska!  
Teraz wiem, że filmy nie kłamią. Przed widłami ucieka się naprawdę szybko. Stanęliśmy koło jakiegoś sklepiku i oddychaliśmy ciężko.
- Biedne kwiatki, nie będą miały pogrzebu! 
- Shamknijta se dzecaky!
- Dzień dobry panie spod monopolowego! 
-... 
- Byśmy podzielili się wódką, ale z pijakami nie pijemy! 
-... E? - hymm, chyba coś facet nie ogarnia. - Spathac stomd dzecaky!
- Hidan ten żul mnie drażni! - Hikari uczepiła się ramienia naszego duchownego. 
Spojrzałam na wszystkich i odpalając papierosa ruszyłam wesoło przed siebie. Hikari podźgała żula kilka razy patykiem (od tak dla zasady) który znalazła gdzieś na chodniku i razem z chłopakami ruszyła za mną.
- Noriko! Alkohol nam się kończy!
- Co?!
- No! - spojrzałam smutno na moich towarzyszy broni...
- Idziemy do bazy napełnić magazyn!"

**************************

Patrzyłam się tempo na kolorowy wyświetlacz cyfrówki. 
- O kurwa... - poczułam jak ktoś puka mnie w ramię. Spojrzałam na stojącą za mną Hikari. 
- Było mocno ostro?
- A nie widać po salonie? - spojrzałam wymownie na Deidare którego ubiór składał się wyłącznie z prześcieradła oraz Hidan'a, który ledwo co kontaktował po przebudzeniu polegającym na zrzuceniu go z łóżka przez Małą Psychopatkę.
- Taaa - Hikari spojrzała na aparat - Są jakieś zdjęcia? - potaknęłam i przekazałam jej biedne urządzenie. 
Westchnęłam i poszłam oceniać straty naszego domu. Biedny Kakuzu. Biedni my.

****************************

"- Oto rodzina Tobi'ego! Hikari jest mamą! Hidan jest tatą! Pain jest dziadkiem! Konan jest...
- Czekaj kurwa! Skoro ja jestem mamą, a rudy gej dziadkiem, to znaczy, że jest moim ojcem!?
- TAK!!!
- Cudownie! - podskoczyłam z radości - Mogę ci mówić "papa"?
- Córko ma! - łzy poleciały mu z oczu strumieniem - Wróćmy razem do domu patatajając na naszych jednorożcach!
Przytuliliśmy się bardzo very mocno. Mój własny ojciec!
- Dalej! Konan jest babcią! Itachi jest wujkiem! Noriko jest ciocią, która naprzykrza się wujkowi Itachi'emu! Sasori jest wujkiem, który gwałci Deidarę! Deidara jest ciotą, ykhm! znaczy ciocią! Kakuzu jest wujkiem Pieniążkiem! Kisame jest domowym zwierzątkiem! Zetsu jest domową roślinką!
Polały się łzy. Nie wytrzymał wujek Itachi.
- Wszyscy jesteście moją rodziną! Wszystkich was zabiję zostawiając tylko Tobi'ego, aby mógł się zemścić!
- TaK!!! Zrób to!
- Chwila! Czemu ja i Hikari jesteśmy rodzicami jak nawet ślubu nie mamy!?
- ....
- Fakt...
- Jestem tu największą szyszką! Udzielę wam ślubu i, jako ojciec panny młodej, błogosławieństwa!
Wzięliśmy się za przygotowania! Zabrałam ze sobą najlepszy obrus, Noriko, Konan i pogalopowałam do pokoju. 
- Jestem taka szczęśliwa, że w tym szczególnym dniu jesteście ze mną! Muszę wybrać świadkową!
- Ja! Ja! Wybierz mnie!
- Konan, ty nie możesz nią być! Jesteś moją macochą!
- No tak...
- Senpai! Ubierz się ładnie!
Rozległy się dźwięki dzwonka do drzwi.
- Panna młoda jest taka bardzo very piękna!
- A pan młody tak bardzo very przystojny!
- Och! Ech! Ach!
- Uwaga! Uwaga! Zebraliśmy się tu wszyscy, aby nażreć się darmowego żarcia, ale oficjalnie, aby świętować ślub tej oto pary! Nie czekając! Hidan! Kochasz Hikari? Nie masz wyboru! Hikari kochasz Hidan'a? No ba, jeszcze jak! Na mocy nadanej mi władzy, przeze mnie, ogłaszam was Mr. i Mrs. Smith! Kurwa znaczy... jak wy się w ogóle nazywacie? Chuj z tym. Jesteście teraz mężem i żoną!
Sztuczny tłum bije brawa. Prawdziwy od dawna jest przy stole z jedzeniem.

********************

- Zagrajmy w butelkę!
- Rybeńko moja! Genialny pomysł! - przytulił go Zetsu.
Dogadują się teraz dużo lepiej. Oni się taaak kochają! Zrobimy kolejne yaoi! Zielony założy mój koronkowy strój. Kaktus w bieliźnie? Czy jego kolce jej nie podziurawią? Pan Hojny na pewno da kasę na zszycie. Z śledzia zrobimy seme. Ale czy ryby mają w ogóle czym się pieprzyć? Trzeba będzie kupić im zabawki, największy rozmiar. Usiedliśmy w kwadracik (autorka jest zbyt pijana by to skomentować, dop. zastępcy) i położyliśmy zamrożonego łososia na środku. 
- Ja, jako brat naszej butelki będę krącił!
- Idioto! Mówi się krancił!
- Ja to bym zjadł batona...
I zakrancił! Krańć, krańć, krańć! Sasori!
- Geju! Wyzwanie czy wpierdol!
- Lesbo! Wyzwij mnie!
- Narada wojenna! - zakomendował Kisame.
Zebraliśmy się wszyscy za kanapą bardzo poważnie dyskutując. Po stwierdzeniu, że zgwałcenie ojca dyrektora nie pasuje, podjęliśmy decyzję.
- Pedale! Oto twoje zadanie! "Wlazł kotek na płotek, pocałuj go w młotek. Tym młotkiem jest Dei, będzie rżnięcie, że hej!"!
- Deidara! Skarbie! Chodź do mnie!
Rzucił mu się na szyje nie zważając na to, że pomiędzy nimi był Kakuzu. Obściskiwał go póki nie zorientował się, że to nie jego kochanie przyjmuje macanie.
- Sasori! Zdradziłeś mnie! Oddałem ci moje dziewictwo! Jak mogłeś!? - blondyneczka się rozryczała.
- Miłości moja! To nie tak! Dla mnie istniejesz tylko ty! Jesteś dla mnie jak "Tsun" dla "dere"! Jak żwirek dla muchomorka!
Tym razem oblizywał odpowiednią osobę. Reszta zebrała się w kółeczko.
- Jakie to romantyczne!
- Ale jak okrutnie potraktowali biedną Kakuzu!
- Ja to bym zjadł batona...
- Miłość jest brutalna!
Pokiwaliśmy zgodnie głowami i dalej rozpaczaliśmy nad losem odrzuconego skarbnika.

*****************

- Dobra skończcie wreszcie! To Rude i Blond tornado jest od zaślinienia podłogi!
- Ale że o co chodzi?
I oto krańci Dei jedzący klej.
- Tobiasz przef... psech... pszech... Kurwa! Tobiasz z imieniem zmienionym na Ksawiera Mortimera Grzegorza Brzęczyszczykiewicza Sawerego Gertrudę Idiotena! 
- Zadddanieeee!
- Khehehe!!! Wyskocz przez windowsa!
- Ale z jakiej to bajki?
- No Windows no! Duże, kwadratowe i obrzygane!
- Ach, Ech, Och!
Patataj, patataj, patataja w stronę okna na zakrwawionym jednorożcu!
- Skacz, jak jeszcze nigdy nie skakałeś!
- Ajm e lite baterflaj! 
Krok, skok, lot!
- Nieee!!!
- Przeżył? Nieee!!!
- Tobi cię nie lubi balkonie sąsiadów! Ty, ty... TY BABECZKO BEZ KREMU!!!
- Kto go nauczył tak przeklinać!?
- Noż kurwa jego jebana mać! Ja pierdolę! A był tak w chuj dobrym dzieckiem!
- Pain, tępy kredensie! To twoja wydumana w dupę wina! Mojego biednego, małego, kochanego synka nauczyć takich słów!
- Ale to nie ja! Przysięgam jak gwałcę Konan!
- Aha! Ty nigdy nie gwałcisz Konan! Więc to jednak TY!
- A chuj z wami! Przyznaję się! Wyrwało mi się jak małym palcem u nogi zajebałem o szafę!
- ...
- Cóż, w takim wypadku łączymy się z tobą w bólu. Wybaczę ci twą zbrodnię albowiem rozumiem twój ból.
Ciąg, ciąg, ciąg. Wciągamy ciągersa.
I ponownie krańć, krańć, krańci!
- Słońce ty nasze! Twoja kolei!
- Hue Hue Hue! Ssssynku ssssapytaj!
- Zapytaj o rozmiar!
- Czegooo?
- No tego, no... Ten tego...
- Ten tego to Sasori Deidarę!
- Zróbcie to wreszcie, bo nie wytrzymam! Chcę tego!
- (//@¡¡@\\)
Pip, pip, pip. Podłączono torebki z dodatkową krwią.
- Już wiem! Tobi vel Tobiasz pyta: Kogo Hikari kocha najbardziej?
- Och nie. Krępuję się! Bardzo kocham moją jedyną najsłodszą najcudowniejszą niezastąpioną senpai. Kocham też mojego ukochanego męża, który jest najprzystojniejszym mężczyznom na świecie i jest dla mnie całym życiem. Mojego malutkiego synka także bardzo kocham, jest moim oczkiem w głowie, moim światełkiem. Jednak najbardziej kocham... Kocham... Budyń!!! To jest TO!!!
- Zdrada... (¡^¡)
- Zdradaa. Zdradaa. Zdradaaa!
- Takie życie. Muahahaha!
A teraz krancę ja, o sia lalalala
- Ten Którego Twarz Się Nigdy Nie Zmienia!
- Do wielkich rzeczy zostałem stworzony albowiem JAM ŁASICA!!!
- Czyli, że, ponieważ, bo zadanie?
- Sens życia nieodkryty jest i nieodgadniony!
- Ale jak to?
- Żadne zadanie nie jest mi straszne jakm zwą mnie Itachi Krachu Morderca MiłośnikBrata Stefan Uchiha!
- Itachini! Huehehe. Do twarzy ci będzie w.... W... W...
- Powiedz to wreszcie do cholery!
- Zamknij mordę! Buduję napięcie! W moich prywatnych, niedostępnych nikomu, nawet szenpai KOKARDKACH. 
- Jam nieustraszony!
Jeb. Bum. Tłuk.
Strzał. Krzyk. Płacz.
- Na Jashina! Wyglądasz taaaak $f!T@$n!3.
- Te dwa różowe kucyki idealnie podkreślają twoje czerwone usta. A ta suknia, ta suknia jest po prostu semanifik!
- Tak, tak! Jej oczojebny pomarańcz aż powala!
- Ach, bo się zarumienię!
- Noriko-chan musi teraz uważać. Nie jeden będzie chciał ukraść tak sexi dziewczynę jaką jest Itachini.
- Zagryzę ich na śmierć!

***************

- Lecz cicho! Co za blask strzelił tam wielkiego bąka! Ono jest smrodem, a Tulia jest dupą!
Deidara klęczy na kolanie przed szafą, na której siedzi Tobi.
- Domeo! Czemu ty jesteś Domeo? 
- Ukryj swą twarz pasztecie, albowiem nie mogę na nią patrzeć!
Tobi odwraca się wypinając swoją zadnią część.
- Ukrywam twarz, nie tyłek!
Na scenę wkracza Sasori.
- Jak śmiesz, Domeo? Zaiste podrywasz mą kuzynkę!
- Ach, Sarys! A więc został żem przyłapany!
- Walcz ze mną, niegodziwcze! Ukaż prawdziwe oblicze swej miłości.
Sasori wyjmuje nóż kuchenny.
- Sarysie! Spójrz na mą miłość!
Mówiąc to Deidara rzuca się na Sasori'ego składają na jego ustach soczysty pocałunek. Siła ich namiętności przewraca ich i odturlają się za stół. Wchodzi mędrzec Itachi z okularami przeciwsłonecznymi i otwartą mangą w jednej ręce.
- A morał z tej bajki jest krótki i niektórym znany: "Jeśli masz kuzyna geja, czuj się ojebany.".
Kłania się i wychodzi. Rozlegają się wiwaty publiki. Gwizdom i oklaskom nie ma końca.

****************

- I jeszcze jeden, i jeszcze raz. Gwałć go Sasori, gwałć nie raz!
- Sto lat, sto lat. Bierz go od tyłu sto lat!
- Ja, uwielbiam ją, ona tu jest i...
- I zamknij się dla mnie!
- Foch! Foch forever na 5 minut z przytupem i melodyjką!
- Nie wytrzymam! Kocham cię liderze! Zawsze kochałem! Jesteś taki rudy i na pewno smaczny!
- Zetsu! Jesteś pedałem!? Nienawidzę pedałów!
- Ale, ale... Ale kochany! Przecież SasoDei ci nie przeszkadza!
- Przecież Deidara to dziewczyna!
- A no tak... Ale ja się zemszczę! Powiem wszystkim o twoim romansie z sprzątaczką z 3 piętra!
- Pain! Zdradziłeś mnie nędzny borowiku! (¡^¡)
- Najdroższa! Ty wiesz, że nigdy bym tego nie zrobił! Jakom Pain Eustachy Gabriel Zygmunt Montoia Giovanni Nagato Ramires!
- A ja chciałam rodzić twoje wybryki natury!
- Błagam cię najokrutniejsza! Bądź matką mych potworów!
- A idź chędożyć Orochimaru!
- Orochimaru?
- Orochimaru!
- Ale on trzyma się z Tym-Którego-Imienia-Nikt-Nie-Zna-A-Jak-Pozna-Niech -Mi-Powie!
- Zginiesz jak Smark!
- Co najwyżej zostanie mi pijana blizna na widok której wszystkie laski mdleją!
- Ludzie wypijcie Krupnika!
- Czemu!?
- Bo jak jesteście trzeźwi to zaczynacie strasznie gawożyć!
Gulp, Gulp, Gul i inne odgłosy picia.- Czuję... Czuję... Pain idziemy do łóżka! Chcę wypróbować nową pozycję!
Bieg, Drep, Skok.
- A biedny Zetsu został sam samotny bez rodziny, kochanka i przyjaciół!
- Chlip, Chlip, Chlip!
- Nie martw się chwaście! Kupię ci jakąś sexi kaktuskę! I krowi nawóz!
- Kocham was! I to nie tylko jako jedzenie!
- Ze-Zetsu jestem wzruszona. Jakom Największa Psychopatka Na Całym Świecie A Nawet Dalej I Chuj Mnie Obchodzi Że Myślisz Iż Uda Ci Się Przeżyć Spotkanie Ze Mną!
- Hi-Hikari-chan! Pokochaj mnie!
- Ty pierdolony rozmarynie! Teraz chcesz ukraść moją żonę!? A ja cię chciałem na świadka! Hikari pokażmy mu naszą miłość!
Lizu, Lizu, Liz. Cmoku, Cmoku, Cmok.

*******************

- Dryń! Dryń! Dryń!
- Co ty odpierdalasz!?
- Jestę telefonę!
- Och! Natchnąłeś mnie! Zadzwońmy podzielić się naszym szczęściem z NIM!!!
- Ty chyba nie myślisz o NIM...
- Tak. Zgadza się. To prawda. Masz rację.
- Czyś ty ochujała!? Ocipiała!? Opiździała!?
- Tak!
- Genitalne!
- Halo? To ja! Twój telefon! Ja dzwonię! Ja ciągle dzwonię!
- Pain, jak ty się wczuwasz, maślaku jeden!
- Jam chcieć dzwonić!
- Wyborowa! Dzwoń pod SzatanSzatanSzatan!
- Ale to twój numer, córeczko...
- Baaakaaa! ON ma numer 666666666.
- Lucyfer to mój stary kumpel od butelki! Znam jego prawdziwy numer!
- I się nie podzieliłeś!? Wiesz że kooocham demony!
- Jak możesz tak mówić w obecności swojego małżonka!? Nie tak cię wychowałem!
- No wybacz, że cię zawodzę! Może oddaj mnie i żyj w spokoju!
- A żebyś wiedziała, że to zrobię!
- C-co?
- Nie, to nie tak! Nie myślałem co mówię!
- (¡^¡)
- Córeczko!
- Nigdy więcej nie mów, że jesteś moim ojcem!
- Wybacz mi! Jesteś moim oczkiem w głowie! Moim światełkiem! Dziedziczką mojej organizacji!
- N-naprawdę?
- Tak!
- Będę rządzić tymi pijakami jeszcze bardziej niż teraz?
- Tak!
- Papo!
I rzucili się sobie w ramiona. Jak Ushio i NiePamiętamImieniaOjca.
- To takie wzruszające. Chlip, Chlip.
- Pogodzili się. Chlip, Chlip.
- Ojciec i córka znaleźli wspólny język. Chlip, Chlip.
- Dobra, koniec łez! Tatosiu, dzwoń!
- A ring ding ding daga ring ding dong!
Dzwoń, dzwoń, dzwoni.
[Halo?]
- Jak mogłeś... Jak mogłeś!?
[Ykhm. To chyba pomyłka.]
- O nie. To nie jest pomyłka! Jak mogłeś pozwolić żeby wyszła za mąż!?
[Pan jest pijany.]
- Nie zmieniaj tematu! Przecież jesteś jej wychowawcą!
[Musi się pan uspokoić. To niemożliwe żeby jedna z moich uczennic miała ślub.]
- Kłamiesz! Sam robiłem za księdza!
[... Kurwa, człowieku! Jest 3 rano! Przestań pierdolić, bo zawiadomię policję, a wtedy będziesz miał przechujane!]
- Trochę kultury. Jam jest policjom i jam jest sprawiedliwościom.
[Nie będę czuł się od dziś bezpiecznie. Znajdę cię. Znajdę cię kurwa i złożę skargę!]
- Spokojnie człowieku. Chciałem tylko kulturalnie cię przekląć za to co się stało z moją malutką córeczką.
[Kurwa, kurwa, kurwa.]
Pip. Pip. Pip
- Rozłączył się wydymany dziadyga! Nie pozwalam żeby ktoś taki był twoim wychowawcą! Toż to niedopuszczalne!
- Spokojnie, jak na wojnie. Ja go uwielbiam! (@v@)
- Niech zna moją dobroć!"

********

- O kurwa...
Tak, tak, ta moja szczerość i elokwencja. Spojrzałam na Deidarę, który właśnie skończył obśliniać telewizor. Ta, chyba się jeszcze do końca nie obudził. Całe jego ciało, CAŁE, ponieważ jego ubiór ograniczał się do naderwanych bokserek, pokryte było czerwonymi plamkami.
- Co to kurwa jest? - jest tak zamulony, że nawet się nie zorientował.
- Em, Dei... - podałam mu aparat.
Zaczął zaciekawiony przeglądać zdjęcia. Po chwili sprzęt został mu wyrwany przez resztę obudzonego tłumu.
- Kurwa. Kurwa, kurwa. Kurwa! Sasori to twoja wina!
- Nie przypominam sobie żebyś stawiał opór! - oboje słodko się zarumienili.
Oni się rumienią, a ja muszę wycierać krew z nosa. 
- Cóż, ale impreza była niezła. - podsumował Pain.
Wszyscy spojrzeli na niego jak na idiotę. Przemyśleliśmy całą historię i z westchnieniem pokiwaliśmy głowami.
- Hidan! - odwróciłam się w stronę kosiarza - Po pijaku się nie liczy!


-----------------------------------------------------------------------------------------------

Naprawdę przepraszamy, że tyle to trwało! Działo się dużo dziwnych rzeczy i tak wyszło. Jednak mogę obiecać, że nie planujemy więcej takich przerw. I jeszcze jedno. Notka nie będzie wychodziła co tydzień. To zbyt kłopotliwe. Jak napiszemy to wstawimy, więc mogą być nawet wcześniej. Kolejny rozdział będzie na pewno szybciej.