środa, 29 stycznia 2014

Rozdział 10

Słoneczko świeci. Ptaszki śpiewają. Kogoś zamordowano. W kuchni śniadanko. A ja siedzę wygodnie na kanapie i oglądam wiadomości. Znowu to samo. 
- "Kolejny atak. To już siódmy od początku października. Każda ofiara została kilkakrotnie ugryziona przez węża. Policja twierdzi, że stać za tym nie może zwykłe zwierze. Nie potrafią jednak wskazać żadnego podejrzanego."
Ta dziennikarka jest brzydka. Ciekawe z kim się przespała żeby dostać tą pracę. O czym ona wogóle mówiła? Ataki? Węże? To kojarzy mi się tylko z jedną osobą.
- Pa~in! - odwróciłam głowę do tyłu.
Z schowka na miotły wyłoniła się głowa lidera Aka. Stóg siana jest bardziej ułożony niż jego włosy.
- Co? Byle szybko.
- Orochimaru był kiedyś członkiem Akatsuki, prawda?
- Ta. I co z tego?
- Nic. Możesz wracać do Konan. - uśmiechnęłam się uroczo.
Westchnął i wrócił do przerwanej czynności. Dobrze, że drzwi do składzika są dźwiękoszczelne.
- Senpa~i! - zwróciłam się w stronę kuchni.
Zza drzwi wyszła moja bogini. Spojrzała na mnie pytająco i oparła rękę na biodrze. So sexi. Wytarłam krew z nosa.
- Chyba kogoś znalazłam. A tak właściwie w skali od 1 do 10 na ile przystojny jest Orochimaru?
- 15.
- Tak myślałam. Chyba kogoś znalazłam. - wyszczerz.
- Nie żartuj. To nie jest możliwe, on od dawna nie jest jednym z członków Akatsuki.
- Niemożliwe? Właśnie drapiesz za uchem Tobi'ego, który jest członkiem organizacji nie istniejącej w tym świecie. W tym domu nie ma rzeczy niemożliwych.
Z łazienki wybiegł Hidan.
- Nie mam pojęcia o co chodzi, ale zgadzam się z Hikari. - brew Noriko powędrowała do góry - Próbuję się jej podlizać.
Westchnęła i pokręciła głową.
- W sumie mała wycieczka krajoznawcza nam się przyda.
- Yay! - klasnęłam w dłonie i zerwałam się z miejsca.
Minęłam zdziwionego Kisame i Konan poprawiającą ubranie. Jak torpeda wpadłam do pokoju. I tu zatrzymałam się natychmiast. 
- Hidan!
Dwie sekundy później kosiarz stał przede mną zadowolony.
- W co mam się ubrać? Musi być wygodne, bo będziemy dużo chodzić. Musi wzbudzać respekt w nowym. Ale musi też ładnie wyglądać.
- Hm. Proponuję ten czarny strój i do tego tą dziwną kulkę włosów, które kobiety noszą na głowie.
- Że niby kok?
- Możliwe. Swoją drogą dokąd idziemy?
- Po Orochimaru.
- Orochimaru?
- Orochimaru.
- Zawsze lubiłem tego gada. Robi ciekawe eksperymenty.
Zaśmiałam się i zaczęłam rozbierać. Zdjęłam mój obcisły dres i białą bluzkę i zostałam w samej bieliźnie.
- Uwielbiam, jak się przy mnie przebierasz. - mruknął zadowolony Hidan.
Nie skomentowałam i założyłam wybrane ubrania. Wyszliśmy razem. W salonie Noriko zapoznała wszystkich z moim pomysłem. Podchodzili do tego z mniejszym lub większym optymizmem. Kisame podszedł do Tobi'ego i założył mu obrożę.
- Dobry piesek. Szukaj węża. Szukaj.
Dyniowaty padł na cztery łapy i zaczął węszyć dookoła. Gdy wyszliśmy na powietrze Hidan przejął smycz. Równo założyliśmy okulary przeciwsłoneczne. Czarne płaszcze, spodnie i buty dopełniały całości. Normalnie faceci w czerni. Nie, chwila. Coś popieprzyłam. Czarna para! Ruszyliśmy przed siebie prowadząc resztę pochodu. Senpai spojrzała na nas, jak na niedorozwojów i zaczęła iść obok Itachi'ego. Chyba nie muszę wspominać, że ludzie mijali nas baaardzo szerokim łukiem. Zaliczyliśmy wszystkie restauracje, knajpy i dyskoteki. Nigdzie go nie widzieliśmy.
- Chodźmy do zoologicznego! - rzuciłam.
Pognaliśmy tam spokojnym krokiem. Drzwi prawie wyrwaliśmy.
- Dzień dobry! Macie węża?
Kasjerka spojrzała na nas zaskoczona. Oceniała chyba do jakich niecnych celów potrzebny nam ten gad.
- T-tak. W rogu przy karmach.
Zgodnie poszliśmy w tamtym kierunku. Tobi oparł się przednimi łapami o blat i pomachał nogą.
- To on czy to nie on?
Przylepiliśmy nosy do szyby. Na kamieniu leżał ciemny wąż. O gatunek nie pytajcie.
- Orochimaru miał chyba inne oczy.
- Ale też był taki czarny.
- Ten jest zbyt leniwy.
- Prawda. Oro już chciałby nas zabić.
- A może po prostu śpi?
- A widziałeś idioto kiedykolwiek, żeby on spał.
- W sumie to nie.
- To nie może być nasz wąż.
- To tylko słaba podróbka.
- Powinniśmy ją zabić.
- Tak.
Unieśliśmy zgodnie ręce. Noriko chyba trochę spanikowała.
- Stop!
Jej słowo jest moim rozkazem. Unieruchomiłam Sasori'ego i Deidarę i pchnęłam ich w bok. Pociągnęli za sobą Kisame i Zetsu, którzy zwalili się na Kakuzu i Hidan'a. Itachi inteligentnie się odsunął popychając Pain'a, który złapał Konan za rękę. Tobi nadal stał przy akwarium i warczał na gada wewnątrz.
- Dobra robota. - Senpai poklepała mnie po głowie.
Zaczęłam się łasić i przymilać. Ręka Noriko zjechała niżej i zaczęła mnie drapać za uchem. Wydałam z siebie zadowolony pomruk. Reszta była już całkowicie do tego przyzwyczajona, więc po prostu czekali aż skończymy. Szczęśliwa stanęłam przy Hidan'ie i w ten sam sposób wyszliśmy.
- A może jest w cukierni. - zaproponowała nagle Noriko.
Spojrzeliśmy na nią znacząco. Pain pokręcił głową i ruszył przed siebie.
- No co? - mruknęła cicho senpai i powlokła się za nami.
Odwiedziliśmy większość sklepów ze zwierzątkami. Nigdzie nie znaleźliśmy Orochimaru. Gdy opuszczaliśmy "Pod pchłą" zobaczyliśmy Jego. Siedział na ławce i molestował wzrokiem niewinną nastolatkę. Zaczęłam modlić się do Jashina, żeby nas nie zauważył. Ale widać ostatnio byłam zbyt miła, bo Jashin miał na mnie wywalone.
- Panienka Noriko!!! I najdroższa Hikari!!!
Nie wiem czym w tej chwili się bardziej przejęłam. Pędzącym na mnie zboczeńcem, czy emanującym czystym wkurwem Hidan'em. I właśnie ten oto Hidan w tym momencie rzucił się na rzeczonego zboczeńca. 
- Zatrzymajcie go! - ryknęła senpai.
Ciekawe czy znowu użyje znaku. Nie zdążył. Kisame i Sasori skoczyli na niego i przygnietli go własnym ciężarem. Szarpał się i klął.
- O co mu chodzi? - zapytał zaintrygowany Pain.
- To ten nauczyciel, co zmolestował Hikari... - Deidara nie skończył.
Oczy lidera zaczęły ciskać pioruny. Ruszył z rozpędem w stronę Sienkiewicza. Tym razem Kakuzu i Zetsu poświęcili swe ciała, żeby go powstrzymać. Cóż za odwaga. Będą mieli przez to przerąbane u szefa. Chyba się za nimi wstawię.
- ... I Noriko. - Dei dokończył.
Itachi zacisnął zęby. Ruszył wolno w kierunku historyka. Miałam tylko takie wrażenie, czy ziemia naprawdę trzęsie się od jego kroków? Blondyn zdał sobie sprawę co się dzieje. Przytrzymał Uchihę z tyłu, a Konan zagrodziła mu drogę. Wtedy dopadł do nas nauczyciel. Czule przywitał się z podeszwą mojego buta. Face to Obcas. Noriko chyba zadowoliło takie rozwiązanie, bo odetchnęła głęboko. Tobi obwąchał ofiarę leżącą pod moją nogą. Odskoczył na pewną odległość i zaczął szczekać. 
- Atak. - poruszyłam bezgłośnie ustami.
Zawarczał i rzucił się na niego.
- Auuuuahahahahaha! - wypełzł spod moich butów. - Macie ciekawych przyjaciół!
Zamurowało nas. On serio jest jakiś pierdolnięty. 
- Panie Sienkiewicz...
- Och, po co tak oficjalnie? Mówcie mi po prostu Piotr.
- A więc panie Piotrze... - brew nauczyciela uniosła się, a on uśmiechnął się porozumiewawczo. - Piotrze, masz do nas jakąś sprawę?
- Spotkaliśmy się tak niespodziewanie. Może wpadniecie do mnie na herbatę?
- Nie jesteśmy same i mamy coś ważnego do zrobienia.
- Jest coś ważniejszego od poznania waszego ulubionego nauczyciela?
Ten dupek zaczyna przesadzać.
- Senpai, mogę?
Pomyślał chyba, że pytam o pozwolenie na odwiedziny. Uśmiechnął się szeroko i odgarnął grzywkę.
- Mam już dość, więc możesz. Pogadam z Ternackim, ale się pilnuj.
- Hai. 
I w tym momencie wydarzyło się naraz kilka rzeczy. Sienkiewicz spróbował mnie objąć, ja się zamachnęłam, Aka zostało uwolnione i natychmiast trzej jego przedstawiciele do mnie dołączyli. TO moi państwo był prawdziwy armagedon. Itachi i Hidan założyli mu podwójnego 
Crooked Arm Lariat'a. Gdy leciał w dół został odepchnięty z tyłu przez Pain'a, który włożył w to sporo siły. Lecąc bezwładnie do przodu natrafił na moją pięść. I ponownie wylądował na bruku. Ojć, chyba stracił przytomność. Pojawiły się noty:
Kakuzu: 10
Konan: 10
Noriko: 10
Kisame: 10
Zetsu: 9
- 9? No wiesz Zetsu! To było perfekcyjne!
- Zgadzam się, ale rytm kroków Itachi'ego i Hidan'a różnił się o 0.005 sekundy.
Zwiesili smutno głowy. Zdawali sobie sprawę ze swojej zbrodni. Ruszyliśmy dalej. Każdy po kolei przeszedł po Sienkiewiczu, a Tobi dodatkowo na nim poskakał. 
- Stop! - zarządziłam. - Jesteśmy idiotami!
- No co ty nie powiesz.
- Nie chodzi mi o nasz ogólny, całodobowy debilizm. Szukaliśmy go nie tam gdzie trzeba. W jakich miejscach Oro najchętniej przebywał, gdy był z wami?
- W lochach lub innych dziwnych piwnicach.
- Czyli jakie miejsca najbardziej lubi?
- Opuszczone, ewentualnie zamieszkane przez pająki, szczury lub inne paskudztwo. Jeśli jest to jakaś stara ruina to jeszcze lepiej.
- A co w Krakowie najbardziej przypomina takie miejsce?
- ... Opuszczony dom!
- Brawo! Wygraliście roczny zapas Tobi'ego!
- Tak! Cudownie! Czekaj, kurwa, co!?
- Nic. - wystawiłam język.
Ruszyłam przed siebie kierując się do najbliższego siedziska węża.
- Hikari. Wiesz, że w całym mieście są dziesiątki takich domów?
- Senpai, moje szczęście nam dopomoże! Zobaczysz, będzie w pierwszym, do którego wejdziemy.
Westchnęła załamana moim wiecznym optymizmem. Znaleźć go musieliśmy nie tylko dlatego, że był cholernie przystojnym, morderczym gadem. Chcemy skompletować całe Akatsuki! Po kilku minutach staliśmy przed wejściem do pierwszego celu. Cicho przekroczyliśmy próg. Stawialiśmy delikatne kroki próbując nie wydać żadnego dźwięku.
- Jest tu ktoś!? Jeśli nie jesteś Orochimaru to nawet się nie odzywaj, bo się wkurzę i skręcę ci kark! - wydarłam się, przez co reszta podskoczyła przestraszona.
- Świetna dyskrecja Hikari. - mruknął Pain.
Usłyszeliśmy szelest, więc skierowaliśmy się w tamtym kierunku. Spojrzałam po nich triumfalnie. Bez zbędnych ceregieli weszliśmy do czegoś co kiedyś chyba było salonem. Pod pustą ścianą stał dumnie wyprostowany Oro. Był przygotowany na wiele, ale to, co zobaczył zniszczyło jego barierę ochronną. Zdziwienie aż promieniowało od niego na kilometr. Ruszyłam do przodu, a wtajemniczona część Akatsuki usunęła mi się z drogi. To tylko spotęgowało jego zdziwienie.
- Witaj Orochimaru-sama. Przybyliśmy, aby Cię ugościć. - ukłoniłam się. - Żartuję. 
DAFQ nad DAFQi. Z obu stron. Pierwszy otrząsnął się lider.
- Orochimaru, spokojnie. Nie zrobimy ci krzywdy. Jesteśmy tu żeby ci pomóc. Już wszystko będzie dobrze. - zaczął iść w jego stronę z wyciągniętymi rękami. 
- Pa~in? - teraz zdziwienie Oro rozjebało system.


Na twarzy Orochimaru widniał czysty, książkowy szok. Podobny (no może trochę mniejszy) wyrażała moja twarz. Hikari dalej uśmiechała się psychiczne.
- Co wy tu robicie. Kim sssą te dwie? - Hikari wysunęła się przed lidera.
- Jestem Hikari. A to - tu wskazała ręką na mnie - Noriko. Aktualnie dajemy twoim starym znajomym dach nad głową.
- Dodatkowo dbamy o ich wyżywienie - wtrąciłam. Pain wysunął się znów na przód.
- Co ważniejsze Orochimaru. Co ty tu robisz?
- Najpierw ty powiesssz.
- Mów.
- Nie, najpierw ty.
- Gadaj.
- Nie.
- Gadaj!
- Nie!
- Czy możemy już zakończyć tą arcyważną i ciekawą dyskusję - mój zabójczy sarkazm. 
Dwie pary oczy przeszły mnie zimnym spojrzeniem. Pain odchrząknął i przyjął swoją typową pozycję "jestem Bogiem". Orochimaru za to wlepił we mnie i Hikari wzrok.
- A więc może dowiem sssię o co w tym wssszystkim chodzi? Pewnego dnia sssiedziałem sssobie ssspokojnie badając dla relaksu kolejne ciało, a tu nagle pędzi na mnie wielka metalowa żyjąca machina. Obracam sssię i wssszędzie otaczają mnie takie coś. Potem ktoś krzyczy abym "do kurwy nędzy zssszedł z ulicy". No to opuściłem tamto miejsssce i ssschowałem się tutaj. A że byłem głodny to chodziłem na polowania...
-...Nie kończ...
- A teraz wasssza wersssja zdarzeń. Już.
- Jesteśmy sobie na wycieczce w Zakopanem i latamy po Krupówkach. Nagle podchodzi do nas dziwna kobieta i pyta o empik. Później Noriko sprzedaje jej tanio tomik Naruto - wszyscy zrobili dziwne miny - i w zamian ja życzę sobie Akatsuki, czyli was, w domu. Wracamy potem do siebie i co? No i właśnie wy. Od tej pory przechowujemy Akatsuki w mieszkanku - Hikari ma talent do streszczania długich i skomplikowanych opowieści.
- Czyli ja i ressszta organizacji pojawilissś my się w tym ssświecie przez wasssze życzenie? - Orochimaru mruknął do mnie.
- Tak.
- I to prawdopodobnie przez tą kobietę z Kru-czegossśtam?
- Tak.
- I mamy tu niby zachowywać się jak zwykły obywatel tego ssświata?
- Ależ skąd. Możesz być sobą. Byle byś nie miał problemów z policją i rządem.
- Hę?
- Musimy ci sporo wytłumaczyć... - Hikari pokręcił głową.
- To może pójdziemy w jakieś przyjemniejsze miejsce niż opuszczony dom? - powiedziałam rozglądając się.
- Jestem za! - Hikari chwyciła mnie i Hidan'a pod ręce i skierowała się w stronę wyjścia. 
Ruszyliśmy raźnym krokiem, a ja zaczęłam wyliczać o ile więcej kasy będziemy wydawać. Hym... Muszę pomyśleć o pracy dorywczej czy coś... Westchnęłam. Orochimaru chyba będzie musiał zamieszkać w wannie. Bo pokoje i salon są wypchane do granic możliwości. Trzeba o tym z nim pogadać. Węże lubią wilgotne miejsca więc może się zgodzi. Nagle coś syknęło. Wszyscy najpierw zawiesili wzrok na wężowatym by po chwili spojrzeć pod nogi. Tobi właśnie warczał na kota. Kot syczał i pycha na Tobi'ego. W skrócie. Szykowała się ich walka. Ja zaliczyłam facepalm'a, Hikari zaczęła ratować swojego kochanego synka, a reszta gapiła się na to unosząc brwi.
- Hidan, błagam cię - mruknęłam słabym głosem - odepnij Tobi'ego ze smyczy zanim oduczy się korzystać z toalety i będzie trzeba kupować mu specjalną karmę i piszczące zabawki.
- Już, już - Kosiarz ze smutną miną zdjął obrożę z szyi Tobi'ego. 
Westchnęłam i ruszyła przed siebie. Ktoś złapał mnie za ramię. Podskoczyłam i spojrzałam za siebie. Odetchnęłam widząc Orochimaru.
- Powiedz mi tak ssszczerze. Oni tak zawsssze? - Oro wskazał kciukiem na tył.
- Uwierz. Może być gorzej. Nie widziałeś nas po pijaku - uśmiechnęła się i pokręciłam głową.
- A myssślałem, że od ossstatniego czasssu trochę dorossśli. Wygląda na to, że tak naprawdę to oni cofają sssię w rozwoju.
- Nie jest tak źle. Jak się odpowiednio postarasz to doprowadzisz ich do porządku.
- Hym? A udaje ci sssię to? - mój uśmiech się poszerzył.
- Oczywiście - Orochimaru spojrzał na mnie sceptycznie. Rozejrzał się dookoła. Od razu rozpoznałam okolicę.
- Hikari? - siliłam się na mój delikatny, słodki głosik.
- Tak senpai?
- Skoro już mamy Orochimaru, to wiesz, jesteśmy koło "Red Rose Cafe"... - zrobiłam wielkie oczka i uśmiechnęłam się ślicznie.
- Noriko...
- Plosie - łezki w oczach: mode on.
- Senpai! Jesteś za słodka! - blondynka skierowała swój wzrok na resztę bandy. - W lewo zwrot! Idziemy podnieść swój poziom cukru - uśmiechnęłam się szeroko i w podskokach znalazłam się przed drzwiami kawiarni. 
Weszłam do środka. Odetchnęłam słodkim powietrzem. Przylgnęłam twarzą do szklanej wystawy, za którą znajdowały się wszelkie słodkości. Poczułam jak jakaś siła odciąga mnie od moich skarbów i sadza na krzesełku przy stoliku.
- Jako, iż gdyby po zamówienie poszła Noriko nie wypłacilibyśmy się do końca życia, to ciastka kupuję ja. - phy... Hikari jak zwykle przesadza. 
Zniknęła nam na chwilę z oczu. Konan przyjrzała mi się dokładnie. Posłałam jej pytające spojrzenie.
- Jak to możliwe, że jesz tyle słodyczy, a jesteś szczupła? Przy takiej ilości kalorii ja wyglądałaby jak wieloryb.
- Masz coś do wielorybów?! - tak, zgadliście. To był Kisame. Zignorowałam go i skupiłam się na jednym z ważniejszych faktów. Właśnie... Nigdy to mnie nie zastanawiało...
- Szczerze mówiąc nie mam pojęcia. Jakoś tak od zawsze miałam.
- No bo zobacz. W wzrost ci nie idzie skoro masz te 1.60 metra...
- Metr sześćdziesiąt i pół...
- Szczegóły... W cycki też ci nie do końca wszystko idzie... - zapadła nagła cisza. 
Hidan chyba dopiero teraz zdał sobie sprawę co powiedział. Chwyciłam metalowy stojak na serwetki i rzuciłam w stronę białowłosego. Trafiło prosto w środę jego czoła. I oby wykwitł na nim ładny guz. Założyłam ręce na piersi i odwróciłam głowę w stronę okna.
- I widzisz Hidan co zrobiłeś! Noriko nam się obraziła! - i w tym momencie Hikari wróciła do stolika.
-... Mogę wiedzieć co zrobił Hidan Noriko?
- Uznałem, że masz ładniejsze piersi? - znów cisza.
- Jako, iż prawisz mi komplementy zostajesz ułaskawiony - Kosiarz odetchnął z ulgą. 
Mruknęłam cicho coś o jego niewyparzonej gębie. Cóż... Trafił w jeden z czułych punktów. Podparłam głowę ręką i zaczęłam tupać nogą rytm jakiejś piosenki która obecnie siedziała mi w głowie. Zaczęłam gapić się na Itachi'ego, który obecnie gadał o czymś z Kisame. Tak... Ostatnio obserwuje go gdy tylko mam okazję. Tak, jestem chora psychicznie. Tak, właśnie odwróciłam wzrok gdy on spojrzał na mnie... Hikari i Hidan jęknęli cierpiętniczo. Nie, no. Hikari swatkę wytrzymam, ale ona wciągnęła w to Kosiarza. Teraz mają podwójną moc. Przy naszym stoliku pojawiła się dziewczyna z tacą. Postawiła przed nami nasze zamówienia. Patrzyłam się na moją gorąca czekoladę i ciasto, nie inne, jak czekoladowe. Oj. Rozpływam się. Wszyscy patrzyli na mnie, niektórzy chichotali cicho.
- Co?
- Syndrom Noriko - Deidara raczył mi odpowiedzieć tłumiąc śmiech.
- Hę?
- Na widok słodyczy świecą ci się oczy a ty wyglądasz ogólnie jakbyś przeżywała orgazm trzeciego stopnia. - serio? Popatrzyłam na niego sceptycznie. Niestety reszta nie sprawiała wrażenia by Deidara przesadzał.
- Aż tak źle?
- Tak! - odpowiedział mi zgodny chórek. 
Wzruszyłam ramionami i wetknęłam łyżeczkę w ciasto. No co? Każdy z nas ma jakieś swoje odchyły. Uzależnienie od słodyczy nie jest z nich najgorsze. Przynajmniej nie próbuję popełnić samobójstwa, które nie powinno cię zabić, ale w praktyce wychodzi o dziwo inaczej. I przynajmniej nie gadam z rybami. Boże, ale my jesteśmy popierdoleni. Skończyliśmy jeść i zaczęliśmy się zbierać do domu. Przy wyjściu jeszcze na kogoś czekaliśmy (weź ogarnij na kogo przy takiej liczbie osób) i ruszyliśmy przez miasto. Wlekłam się na szarym końcu chłonąc jesienny krajobraz Krakowa. Koło mnie znalazł się Itachi. Serce lekko mi podskoczyło, a ja starałam się to ukryć.
- Jak tam?
- Normalnie - uśmiechnęłam się. 
Itachi odpowiedział tym samym. Zaczął wyciągać coś spod kurtki. Przypatrywałam się temu. Nagle zdałam sobie sprawę co to jest. Misiek w kucharskiej czapce i koszulce z napisem "I love chocolate" wylądował w moich rękach.
- Stwierdziłem, że bardzo do ciebie pasuje - szczerze mówiąc nie wiedziałam co zrobić. Czułam jak policzki mnie zapiekły.
- Dz-dzięki... - Itachi dalej się delikatnie uśmiechał a ja dalej ściskałam miśka. 
Aktualny plan. Niepostrzeżenie przemycić maskotkę do pokoju i schować twarz w poduszkę.